Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Już 2 kwietnia „Anatomia upadku – część 2” do kupienia z „Gazetą Polską”

Nie zaprzestanę swojej pracy.

Nie zaprzestanę swojej pracy. Uważam, że dążenie do odkrycia prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej to mój dziennikarski obowiązek i zachowywałabym się tak samo niezależnie od tego, który prezydent zginąłby w katastrofie, i jaką opcję polityczną by reprezentował – mówi Anita Gargas, dziennikarka śledcza, autorka emitowanego w Telewizji Republika programu „Zadanie Specjalne”. W rozmowie z „Gazetą Polską” dziennikarka opowiada o swoim najnowszym filmie .

„Anatomia upadku” to przede wszystkim polemika z tezą, że to brzoza była przyczyną uszkodzenia skrzydła samolotu, którym leciał śp. Prezydent Lech Kaczyński. Na czym skupiła się Pani w drugiej części filmu?
Opisujemy przygotowania do podróży śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego na uroczystości w Katyniu; poruszamy problem rozdzielenia wizyt i działania służb specjalnych w tle tych zdarzeń. Ponadto przybliżamy m.in. okoliczności remontu rządowego Tu-154 M w Samarze. Odnoszę wrażenie, że informacje o tych faktach opinia publiczna zarejestrowała bardzo pobieżnie. Tymczasem okazuje się, że już wtedy do polskich służb docierały sygnały, które powinny wzbudzić zaniepokojenie, spowodować, że ludziom odpowiadającym za bezpieczeństwo najważniejszej osoby w państwie zapali się czerwona lampka. Usiłowaliśmy zbadać, dlaczego tak się nie stało.
Prezentujemy kolejne relacje osób, które w dniu katastrofy przebywały w okolicy lotniska Siewiernyj.

Realizując ten film, po raz kolejny udała się Pani – wraz z współautorem filmu Rafałem Dzięciołowskim i operatorem Andrzejem Hrechorowiczem – do Smoleńska. Czym ta wizyta różniła się od poprzedniej?
W miarę upływu czasu nowe materiały zbiera się w Smoleńsku zdecydowanie gorzej. Wynika to z faktu, że Rosjanie usztywnili znacznie swoje stanowisko. Nie mam na myśli jedynie tego, że przedstawiciele rosyjskich władz i służb nie chcą rozmawiać z dziennikarzami; także zwykli Rosjanie po ogłoszeniu raportu Anodiny wypowiadają się zdecydowanie mniej chętnie. Wiedzą, że jeśli chcieliby mówić o tym, co widzieli na własne oczy, to byłoby to sprzeczne ze stanowiskiem władz. Przypominam, że przy okazji naszej poprzedniej wizyty naszych rozmówców dyscyplinowano, że rozmowa z polskimi dziennikarzami może mieć nieprzyjemne konsekwencje.

Niemniej jednak udało się zebrać nowy materiał.
Tak, ale było to bardzo trudne. Tym bardziej że wielu Rosjan nie rozumie, dlaczego polscy dziennikarze wciąż grzebią w tej sprawie, skoro podano już oficjalną wersję. Tym ludziom skutecznie wmówiono, że jeśli ktoś szuka prawdy o katastrofie, to usiłuje burzyć relacje polsko-rosyjskie. Tacy, którzy mają do naszego dziennikarskiego śledztwa neutralne podejście, nie powstrzymują się od złośliwości, że państwo polskie nie potrafiło ochronić swego prezydenta i najważniejszych osób w kraju.

Czy przedstawiciele polskich władz okazali się bardziej chętni do rozmów o 10 kwietnia od rosyjskich?
Usiłowałam uzyskać wypowiedzi m.in. premiera Donalda Tuska, prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, byłego szefa Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztofa Parulskiego oraz byłego szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego. Bezskutecznie. Kiedy zadzwoniłam do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z pytaniem o termin spotkania z premierem i przypomniałam, że czekam na nie już dwa lata, usłyszałam, że jest ona rzecznikiem rządu od niedawna i anulowała starą listę oczekujących, a teraz tworzy nową.
W filmie „Anatomia upadku, część 2” nie chciałam ponownie pokazywać uników w wykonaniu wysokich przedstawicieli państwa, bo to widzom zaprezentowaliśmy w części 1. Na płycie dołączonej do „Gazety Polskiej” znajdzie się jedynie pewien dodatek, pokazujący, jak wyglądały moje próby umówienia spotkania z prok. Seremetem.

Jak na drugą część „Anatomii...” zareagowały rodziny ofiar?
Film będzie miał premierę 31 marca, wtedy poznamy ich reakcję. Ale nawet gdyby okazało się, że niektórzy bliscy ofiar katastrofy są przeciwni prowadzeniu dziennikarskiego śledztwa na temat przyczyn tego, co stało się w Smoleńsku, ja nie zaprzestanę swojej pracy. Uważam, że to mój dziennikarski obowiązek i zachowywałabym się tak samo niezależnie od tego, który prezydent zginąłby w katastrofie, i jaką opcję polityczną by reprezentował.

Dziś, po prawie czterech latach od katastrofy, świat znów patrzy na Rosję. Tym razem za sprawą tego, co dzieje się na Ukrainie. Czy to coś zmienia w postrzeganiu 10 kwietnia?
Agresja na Ukrainę nadała zupełnie nowy kontekst wydarzeniom w Smoleńsku. Okazało się, że pospiesznie odrzucona hipoteza o udziale osób trzecich czy wręcz o zamachu powinna być nie tylko brana pod uwagę, ale i rozpatrywana jako pierwsza. Tego rodzaju pogląd do niedawna uznawano za oszołomski, teraz sam się narzuca. Do ludzi dotarło wreszcie, że raport MAK dotyczy zdarzeń wirtualnych, a raport komisji Millera różni się od anodinowego w niewielkim stopniu. Szczerze powiedziawszy, jestem zdziwiona, że Donald Tusk nie złapał rzucanego mu koła ratunkowego i nie wyszedł z całej sprawy z twarzą, nakazując ponowne zbadanie przyczyny katastrofy. Przecież od zakończenia prac komisji Millera wyszło na jaw wiele nowych faktów, które zupełnie zmieniają obraz sytuacji.

ZOBACZ ZWIASTUN FILMU

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane