Jacek Sasin z PiS przypomina, że Donald Tusk straszy już od 7 lat. Najpierw straszył PiS-em, potem CBA, a dzisiaj straszy sytuacją międzynarodową mówi Sasin. Natomiast Stanisław Żelichowski z PSL uważa, że słowa premiera są związane tylko z kampanią wyborczą, zagrożenia realnego wojną nie ma. Zdaniem Andrzeja Rozenka z Twojego Ruchu, zarówno pojawienie się Witalija Kliczki na konwencji jak i wojenna retoryka Tuska to wykorzystywanie polskiej racji stanu do gier partyjnych. Słowa premiera należy odbierać "jak nie będzie PO będzie wojna". W ocenie posła Solidarnej Polski Arkadiusza Mularczyka, premier nie powinien mówić takich słów i nie powinien wykorzystywać sprawy ukraińskiej do politycznych celów. Tusk już kiedyś straszył wojną z Rosją, wówczas chodziło o zwrot wraku tupolewa - premier tak nie powinien robić tłumaczy Mularczyk.
Z kolei dla prezydenckiego doradcy profesora Tomasza Nałęcza, kampania wyborcza ma swoje prawa, a liderzy postanowili używać mocnych słów. Tusk mówił o konieczności europejskiej jedności i tak to należy rozumieć wyjaśnia Nałęcz. Zagrożenia nie ma, ale poczucia trwałego bezpieczeństwa w Europie także zauważa Nałęcz. Wczoraj w Warszawie Platforma Obywatelska rozpoczęła kampanię do Parlamentu Europejskiego.