Tusk podkreślił, że jeśli PO chce w przeddzień europejskich wyborów przekonać Polaków, iż eurowybory "to najważniejsze wybory w historii, to nie ma lepszego dowodu na to niż Witalij Kliczko i jego przyjaciele z Majdanu". - Bo oni pokazali tak niedawno, że Europa dla ludzi z tego regionu, tej części świata jest tak ważna, że można za nią oddać życie - powiedział. - Dziękujemy za dramatyczną lekcję historii i lekcję nadziei - dodał premier.
Kliczko miał stać się chyba głównym PR-owskim elementem spektaklu Tuska, bo na sali zabrakło innych ważnych osób z otoczenia premiera. W oczy rzucał się przede wszystkim brak Elżbiety Bieńkowskiej, która jak dotąd stanowiła stały element wizerunkowej dekoracji szefa PO. Czyżby Donald Tusk - po wczorajszej kompromitacji z rodzicami dzieci niepełnosprawnych - obawiał się obecności osoby, która zasłynęła bulwersującym "sorry, taki mamy klimat"? Niewykluczone, bo wczoraj jedna ze zdesperowanych matek zwróciła się do Tuska: "sorry, jest Pan kłamcą".
Nie widać też było Stefana Niesiołowskiego, antybohatera protestu rodziców w Sejmie. Poseł PO wdał się w swoim stylu w kłótnię z matkami niepełnosprawnych dzieci. Zarzucił kobietom, że... wykorzystują dzieci do walki politycznej.
Nieobecny był również Grzegorz Schetyna, którego Tusk postanowił już całkiem zmarginalizować - zwłaszcza, że Schetyna przeżywał niedawno chwile triumfu po słynnej "nazistowskiej" aferze z udziałem jego wroga, Jacka Protasiewicza.