Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zbigniew Kuźmiuk: Twarde zderzenie Tuska z rzeczywistością dzieci niepełnosprawnych

Premier Tusk, który do tej pory radził sobie w takich sytuacjach, tym razem wyraźnie zderzył się z twardą rzeczywistością i długo wyglądał na oszołomionego.

Autor:

Premier Tusk, który do tej pory radził sobie w takich sytuacjach, tym razem wyraźnie zderzył się z twardą rzeczywistością i długo wyglądał na oszołomionego. Na nic nie przydały się PR-owe talenty premiera - pisze poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk na stronie naszeblogi.pl.

Od środy trwa w Sejmie okupacyjny protest rodziców (w większości matek) razem z dziećmi niepełnosprawnymi, którzy domagają się spełnienia przez premiera Tuska deklaracji, jakie składa im on od roku 2009. Premier miał doprowadzić do tzw. uzawodowienia rodziców zajmujących się swoimi niepełnosprawnymi dziećmi. Takim rodzicom Donald Tusk i jego minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz obiecywali coroczne podwyższanie wypłacanego świadczenia pielęgnacyjnego, aż do osiągnięcia przez nie poziomu najniższego wynagrodzenia za pracę (obecnie 1680 zł brutto, czyli ok. 1200 zł netto).

Rodziców tych dzieci na kolejnych spotkaniach w Kancelarii Premiera i Ministerstwie Pracy mamiono przygotowywaniem projektu ustawy w tej sprawie ale gdy dowiedzieli się oni, że wysokość tego świadczenia wypłaconego rodzicom będzie zależała od stopnia niepełnosprawności dziecka, zdecydowali się na tak dramatyczną formę protestu.

W związku z tym, że od środy trwały obrady Sejmu, odwiedziłem rodziców tych dzieci w czwartek na zaproszenie jednego z obecnych tam ojców i przez blisko godzinę rozmawiałem o ich problemach. Powiedziałem, że projekt ustawy spełniający ich postulaty przygotowany przez Prawo i Sprawiedliwość znajduje się już w Sejmie od kilku miesięcy, tyle tylko, że rządząca koalicja jest takim rozwiązaniom przeciwna i dlatego leży on „w zamrażarce”.

W piątek po głosowaniach protestujących rodziców odwiedził także prezes Jarosław Kaczyński i zobowiązał się, że jeżeli tylko ten projekt będą chcieli wesprzeć posłowie rządzącej koalicji, to może on zostać uchwalony bardzo szybko. Niestety, odwiedzający protestujących rodziców posłowie Platformy (Stefan Niesiołowski, Adam Szejnfeld) nie tylko niczego takiego nie zadeklarowali, ale wręcz swoimi wypowiedziami doprowadzili do awantur (poseł Szejnfeld na stwierdzenie protestującej matki, że posłowie dbają tylko o własne podwyżki zawołał: posłowie od 18 lat nie mieli podwyżki, niech pani nie kłamie).

Premier Tusk po powrocie ze szczytu w Brukseli na konferencji prasowej, na której razem z ministrem Arłukowiczem przedstawiali pomysły na skrócenie kolejek do lekarzy specjalistów, zapowiedział, że wieczorem odwiedzi w Sejmie protestujących rodziców. I rzeczywiście około godz. 20 pojawił się w Sejmie z ministrem Kosiniakiem-Kamyszem, ale całe jego PR-owe przygotowanie wzięło w łeb, kiedy jedna z matek, nawiązując do kolejnych deklaracji premiera składanych od 2009 r., zawołała: „sorry, ale jest pan kłamcą”. Inna, po nerwowej reakcji Tuska na wypowiedź posła Mularczyka (który wprowadził matki z niepełnosprawnymi dziećmi do Sejmu), zwróciła mu uwagę pytaniem: „dlaczego pan tak pała agresją?”. Od tej pory premier wyglądał na wyraźnie zagubionego i nawet „wywoływany do tablicy” przez rodziców, aby coś powiedział, milczał.

Dopiero pod koniec spotkania premier Tusk zaczął się żwawiej odzywać i proponować jakieś rozwiązania (np. przyspieszenie uzawodowienia o rok), ale na to rodzice się nie zgodzili i stwierdzili, że protestu nie skończą, dopóki Sejm nie uchwali odpowiedniej ustawy. Później szef PO zapowiedział, że musi mieć czas do poniedziałku, żeby naradzić się w tej sprawie z ministrem finansów; po kolejnych ostrych wypowiedziach matek zdecydował, że przyjedzie do protestujących z propozycjami rozwiązania ich problemów dziś o godz. 18. Wtedy napięta atmosfera tej rozmowy trochę zelżała i premier Tusk wyraźnie chciał jeszcze trochę pogaworzyć sobie z rodzicami, ale ci już nie byli tym zainteresowani. Jedna z matek powiedziała wręcz: „panie premierze ,już nie, pan jedzie pracować nad ustawą dla nas” i szef rządu nie miał innego wyjścia, jak pośpiesznie opuścić budynek Sejmu.

Premier Tusk, który do tej pory radził sobie w takich sytuacjach („zakręcił” nim tylko osławiony paprykarz), tym razem wyraźnie zderzył się z twardą rzeczywistością i długo wyglądał na oszołomionego. Na nic nie przydały się PR-owe talenty premiera. Zdesperowane matki z niepełnosprawnymi dziećmi okazały się nieczułe na jego gesty i zatroskane miny, twardo zażądały konkretów i wydaje się, że mają dużą szansę na osiągniecie swoich celów.

Ale to wczorajsze wydarzenie dobitnie potwierdza, że kończy się zarządzanie państwem od kryzysu do kryzysu, do jakiego przyzwyczaił się premier Tusk. Jeżeli bowiem w ten sposób będzie można uruchomić dodatkowe wydatki na kwotę 1,3 mld zł w czasie trwania roku budżetowego, to budynek sejmowy może być szturmowany przez kolejne grupy zdesperowanych ludzi, którzy w ten właśnie sposób będą się domagali spełnienia ich postulatów.

Zobacz wideo

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,naszeblogi.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej