– Rozmowa była arcyważna, o wyrzuceniu jednej z osób z rady nadzorczej jednej ze spółek, o czym słyszy cały samolot – informował czytelnik "Faktu", który wtedy jeszcze nie wiedział, kim jest Jacek Protasiewicz. Po sposobie zachowania miał jednak wrażenie, że jest co najmniej premierem.
Protasiewicz zachowywał się bezczelnie w stosunku do innych osób. Trzy razy obsługa samolotu prosiła posła o zakończenie rozmowy, a ten trzy razy chował telefon i wyjmował go, kontynuując rozmowę, gdy tylko steward odchodził o kilka metrów. "W końcu cierpliwość stracił jeden z pasażerów i zwrócił uwagę panu posłowi, że takie zachowanie zagraża bezpieczeństwu wszystkich osób w samolocie. Co na to miał odpowiedzieć Protasiewicz? – Więcej odwagi proszę pana! Przecież nie wysadzę tego samolotu! – bezczelnie odparł ". - czytamy w "Fakcie".