- Osłabienie władzy w państwie, korupcja, bezkarność i lekkomyślność, o czym bardzo często ostatnio mówimy, pociągają za sobą niepokoje i anarchię. Społeczeństwo jest podzielone, gospodarka w stagnacji a ludzie cierpią i stają się ślepą bronią w rekach sił destrukcyjnych. O ile mamy wystarczająco dużo własnych (wrogów), mogą nam dodatkowo podrzucić i to również powinniśmy mieć na uwadze. I jak sępy na podział łupów zlatują się zagraniczni „życzliwi”, którzy jeszcze bardziej rozpalają emocje i dolewają oliwy do ognia - powiedział Łukaszenko i podkreślił, że w tej chwili najważniejsza jest przemyślana, systemowa polityka wewnętrzna i ta zagraniczna, która pozwoli obronić Białoruś przed negatywnymi zjawiskami, nie dopuści do rozłamu w społeczeństwie lub anarchii, zapobiegnie wszelkim wrogim zamiarom z zewnątrz.
- Nikt nie powinien rozrywać tego wielkiego kraju, on nie jest nam obcy, dlatego nie trzeba się martwić, że jeśli tam coś się wydarzyło – zdarzy się i u nas. Trzeba się martwić tym, że nasi ludzie tam przeżywają ciężki kryzys. To bardzo ciężki czas, ale to tylko po początek. Oni mają swoje problemy, a my własne, i my będziemy naszą politykę realizować – oznajmił.
Prezydent Białorusi przypomniał wydarzenia z grudnia 2010 roku: – Teraz nasz naród zrozumiał, do czego mogłoby dojść, gdybyśmy to tolerowali. Ale my przecież wodą nikogo nie polewaliśmy, ani nie stosowaliśmy gazu łzawiącego, nikomu niczego nie łamaliśmy. Ale jeśli ktoś podniósł rękę na żołnierza, milicjanta, specnazowca, który próbuje was rozdzielić, odpowiedź będzie błyskawiczna. Jak ja mogę dopuścić do tego, żeby żołnierzom pluto w twarz, albo jeszcze żeby ich zabijali? Dlatego nie martwcie się, wszystko będzie dobrze - podsumował.