- To sytuacja pokazująca jak politycy, media w oparciu o kłamstwa służb specjalnych próbują zniszczyć opozycję w Polsce, bo przecież nie ukrywano, że chodzi o wyeliminowanie z polityki wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości - mówił wczoraj portalowi niezalezna.pl poseł Antoni Macierewicz oceniając skandal z kolportowaniem bzdur o rzekomym tłumaczeniu na język rosyjski raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych.
A dzisiaj rano nastąpiła nowa odsłona w nagonce. Tym razem dołączyła się do niej Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której nowy szef płk Dariusz Łuczak nagle odkrył - po siedmiu latach!!! - że w raporcie WSI rzekomo ujawniono agentów ABW. I domaga się ścigania Antoniego Macierewicza.
Donos ABW ujawnia dzisiejsza "Rzeczpospolita". "W dokumencie tym szef ABW po raz pierwszy stwierdza, że w raporcie WSI znalazły się „tajne" oraz „ściśle tajne" informacje o pracownikach, współpracownikach oraz działaniach operacyjnych Agencji i jej poprzednika – Urzędu Ochrony Państwa" - pisze Andrzej Stankiewicz, dziennikarz "Rz", który dowiedział się, że: "Łuczak wskazuje na konkretne zapisy raportu, które – jego zdaniem – dekonspirowały ABW. Chodzi np. o informacje dotyczące śledztw korupcyjnych, a także tajne działania w strategicznych spółkach Skarbu Państwa, m.in. w zbrojeniówce czy sektorze paliwowym".
ABW - podobnie jak inne służby specjalne - miała status pokrzywdzonego w śledztwo prowadzonym przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie, a dotyczącym rzekomego przekroczenia uprawnień przez szefa Komisji Weryfikacyjnej WSI. Śledztwo zostało zakończone umorzeniem. Płk Dariusz Łuczak zdecydował się jednak złożyć zażalenie, a nawet wskazuje nowe paragrafy, z których chciałby ścigać posła Macierewicza. Tym razem chodzi o art. 265 par. 1 Kodeksu karnego, czyli ujawnienie tajemnic państwowych. Decyzja czy donos ABW nadaje się do kosza, zależy teraz od sądu.