"PORNOWALENTYNKI W KINO.LAB: Poppy Cox i Bike Smut na żywo" - taką propozycję spędzenia czasu ma KINO.Lab na najbliższy piątek (14 lutego). Dla wątpiących z czym mamy do czynienia cytat ze strony internetowej:
"Kilkanaście offowych filmów z pogranicza erotyki, porno i bikesploitation porywa publikę całym świecie, a już teraz będą mogli je zobaczyć widzowie z Warszawy!".
"Program kina KINO.LAB jest częścią całościowego programu Centrum Sztuki Współczesnej, rozszerzeniem dotychczasowej działalności działu Laboratorium Sztuki Mediów. Podstawowymi zadaniami jest prezentacja dwudziestowiecznego światowego dorobku sztuki ruchomego obrazu, z położeniem nacisku na twórczość niezależną" - czytamy na stronie internetowej. I jeszcze zachwalanie: "KINO.LAB jest miejscem kojarzonym z dobrymi filmami - również tymi, które nie wchodzą do "normalnego" obiegu kinowego".
Porno-festiwal to dobre kino?! W repertuarze piątkowej imprezy jest 13 filmów, które organizatorzy reklamują w specyficzny sposób: "Filmy w języku angielskim, bez napisów - gwarantujemy że nie będą potrzebne :)"
Nie pierwszy raz Centrum Sztuki Współczesnej decyduje się na odrażające akcje. W listopadzie zeszłego roku ludzie kultury apelowali: "Wzywamy wszystkich artystów i tych, którym platońska triada: Dobro, Prawda, Piękno pozostaje bliska, do bojkotu Centrum Sztuki Współczesnej". Było to efekt prowokacji z emisją bluźnierczego filmu Jacka Markiewicza "Adoracja", w którym pokazano nagiego mężczyznę przytulający się do Chrystusa w seksualnych pozach. Wybuchł ogromny skandal i obrzydliwy film ostatecznie usunięto. Jak jednak widać dyrekcja CSW nie przestaje prowokować! Najwyraźniej bojkot Centrum powinien trwać jak najdłużej.
Po ubiegłorocznym skandalu minister kultury Bogdan Zdrojewski odmówił dofinansowania tego "przedsięwzięcia". A może czas na kompleksową kontrolę w Centrum Sztuki Współczesnej?! Zastanawiające bowiem kto dobiera tak specyficzny repertuar wydarzeń pseudo-kulturalnych.