- Liczymy, że kwotę uzbieraną z przesłanych przez nas grosików pan minister przeznaczy na szkolenie, m.in. z komunikacji. Kieruje on resortem od maja ubiegłego roku, ale mimo naszych wielokrotnych próśb i apeli nie znalazł nawet kilku minut, żeby z nami porozmawiać - zaznaczyła przewodnicząca Solidarności pracowników sądownictwa Edyta Odyjas.
To kolejny etap działań protestacyjnych sądowniczej Solidarności. Przed świętami zatrudnieni w sądach urzędnicy wysyłali ministrowi Markowi Biernackiemu swoje paski z wynagrodzeniami – zwracając w ten sposób uwagę na problem ich niskich i zamrożonych od lat pensji. Według związku do ministra wysłano co najmniej 2 tys. takich przesyłek.
- Cały czas wymaga się od nas podnoszenia kwalifikacji, zleca się nam coraz większą liczbę obowiązków, a nasze płace z roku na rok są realnie coraz niższe. (…) Wszelkie zmiany są narzucane odgórnie przez ludzi, którzy o funkcjonowaniu sądów nie mają zielonego pojęcia. Każda taka "reforma" powoduje jeszcze większy bałagan i kompromituje wymiar sprawiedliwości w oczach obywateli - oceniła Odyjas.
- Dlatego wysyłamy do ministra groszówki, aby mógł sfinansować odpowiednie szkolenia dla siebie i swoich współpracowników. Jeżeli pan minister, jego zastępcy i dyrektorzy poszczególnych departamentów w ministerstwie nauczą się rozmawiać z nami, czyli z praktykami, wszystkim wyjdzie to na dobre - dodała przewodnicząca.
Wynagrodzenia pracowników sądownictwa są zamrożone od 2008 r. Jak podają związkowcy, szeregowi pracownicy zarabiają w sądach ok. 1200-1300 zł netto i coraz większa ich liczba musi, mimo pracy na pełen etat, zgłaszać się po pomoc do opieki społecznej.