Dzisiaj rano podano, że w pobliży barykady przy ulicy Hruszewskiego w Kijowie znaleziono zwłoki mężczyzny, który miał na ciele rany postrzałowe. Później pojawiły się informacje o kolejnych dwóch ofiarach, jedna także miała zostać zastrzelona. Lekarz, na którego powołała się Agencja Interfax-Ukraina, ocenił, iż do pierwszej ofiary strzelał snajper.
Tymczasem premier Ukrainy Mykoła Azarow nie poczuwa się do odpowiedzialności za dramatyczne sceny na ulicach Kijowa, a wręcz grozi opozycji. Dzisiaj oświadczył, że protestujący ludzie są terrorystami.
- Uczestników tego bezładu nie można nazywać pokojowymi demonstrantami. To przestępcy, którzy powinni zapłacić za swoje działania - powiedział Azarow otwierając posiedzenie rządu.
- Oficjalnie oświadczam, że ofiary, które - niestety - już są, obciążają sumienie organizatorów i uczestników masowych zamieszek - podkreślił. Twierdzi również, że milicja nie jest winna zastrzelenia demonstrantów. - Oskarżenia pod jej adresem są pozbawione podstaw, ponieważ milicja na ulicy Hruszewskiego nie ma przy sobie broni palnej.
Czy groźby Azarowa oznaczają, że krew na ulicach Kijowa, ponownie poleje się?
Bojowy pojazd opancerzony podjechał przed siedzibę rządu w Kijowie, która znajduje się przy ulicy Hruszewskiego. W gmachu rządowym odbywa się posiedzenie Rady Ministrów, któremu przewodniczy właśnie Azarow.