Pojemnik służący do przechowywania zarodków znaleziono w prywatnej klinice okulistycznej w Poznaniu, która wcześniej, oprócz działalności okulistycznej, zajmowała się leczeniem bezpłodności i stosowała procedurę in vitro. Szef kliniki nie wykluczał, że mogły tam być przechowywane zarodki.
- Nie mamy żadnych gwarancji, że nie dochodzi do handlu embrionami. Przeciwnie. Myślę, że możemy być pewni, że do takiego handlu dochodzi i możemy z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że na embrionach dokonuje się rozmaitych eksperymentów naukowych – mówił w kwietniu Gowin w programie „Czarno na białym” w TVN 24. Gowin podejrzewał też, że nadliczbowe zarodki z Polski są sprzedawane do Niemiec, a tam poddawane eksperymentom medycznym.
Śledztwo wszczęto w kwietniu 2013 roku w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa polegającego na naruszaniu czynności narządu ciała, lub rozstroju zdrowia. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Poznaniu Magdalena Mazur-Prus potwierdziła dziś informacje podane przez „Dziennik Gazetę Prawną”, że śledztwo umorzono w związku z brakiem znamion popełnienia przestępstwa.
- Analiza materiału dowodowego prowadzona była przez pryzmat braku jakichkolwiek regulacji prawnych w całym systemie prawa polskiego, odnośnie postępowania z zarodkami wykorzystywanymi przy zapłodnieniu metodą in vitro. Obojętnie jak by ktoś nie postępował z zarodkami, to nie można stwierdzić, że jego zachowanie nosi znamiona przestępstwa - powiedziała Mazur-Prus. - Nie ma regulacji mówiącej co można a czego nie można robić z zarodkami. Nie ma też prawa, które mówi, że życie dziecka poczętego w okresie in vitro podlega lub nie podlega ochronie - dodała.
Mazur-Prus poinformowała, że w trakcie śledztwa odstąpiono od badania pojemnika, nie wiadomo więc, czy były w nim przechowywane zarodki. Przesłuchano świadków, w tym osoby, które korzystały z poznańskiej kliniki. Badana była też dokumentacja ośrodka.