Według przedstawicieli opozycji w Radzie miasta, Wilno spotka ten sam los co amerykańskie Detroit – będzie musiało ogłosić bankructwo. Z kolei konserwatyści dodają, że miastu grozi brud, chaos i niebezpieczeństwo. Wszystko dlatego, że stolica zalega z opłatami za sprzątanie ulic 17 mln litów w stosunku do jednej firmy, a podobnych rachunków jest na ponad 300 mln.
Okazuje się, że pewna kwota z tegorocznego budżetu jest przeznaczona na spłatę zadłużeń, ale miasto zamierza się dalej pożyczać. W ciągu 2014 roku na 130 mln litów.
Ekonomiści nie pozostawiają suchej nitki na włodarzach miasta. Postępowanie władz miasta określają jako nieodpowiedzialne. Według nich zamiast zwiększać zadłużenie należy je.
- Mam nadzieję, że w 2014 roku nastąpi przełom i wydatki, i przychody miasta zostaną zbilansowane, a zadłużenie nie będzie rosło – uspokajał mer Wilna Artūras Zuokas cytowany przez kresy.pl
Jak pisze portal kresy.pl nadzieje Zuokasa mogą się nie spełnić. Z ustaleń wynika, że od 2006 roku zadłużenie miasta rośnie średnio po 136 mln litów rocznie.