Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Wrażliwy ambasador Kowalski. Najpierw zdenerwował go występ Pietrzaka, teraz felieton

Radosław Sikorski może być zadowolony z postawy Romana Kowalskiego, ambasadora RP w Budapeszcie, który nie pozwoli, aby ktoś śmiał powiedzieć złe słowo o przywódcy Platformy Obywatelskiej.

Autor:

Radosław Sikorski może być zadowolony z postawy Romana Kowalskiego, ambasadora RP w Budapeszcie, który nie pozwoli, aby ktoś śmiał powiedzieć złe słowo o przywódcy Platformy Obywatelskiej. Nawet satyryk ma jedynie chwalić premiera, prezydenta i ich małżonki. Taka jest bowiem linia partii i jej wodza.

Kilka dni temu portal niezalezna.pl informował o zdumiewającej reakcji Romana Kowalskiego, polskiego ambasadora na Węgrzech, któremu nie przypadł do gustu występ Jana Pietrzaka. Znany satyryk gościł w Budapeszcie w listopadzie na zaproszenie tamtejszej Polonii. Marcin Bobiński, attaché prasowy Ambasady RP w Budapeszcie, przyznał, że ambasadora nie było na występie Jana Pietrzaka, ale do satyryka dotarły informację, iż podczas opłatka w polskiej ambasadzie - po miesiącu - Kowalski dał wyraz niezadowoleniu z żartów z premiera i prezydenta.

Jan Pietrzak skomentował to w videofelietonie.
- Oczywiście, nie wszystkim od pół wieku podoba się to, co mówię, ale mają prawo nie przychodzić na moje występy i nie zawracać sobie głowy moimi kawałkami. Prawda? Pan ambasador w połowie z tego prawa skorzystał bo na występ nie przyszedł. A jednak się wypowiedział - bardzo negatywnie dlatego, że ośmielałem się żartować z premiera i prezydenta – tak mu doniósł jakiś donosiciel. No i ogólnie był bardzo zły, że w ogóle ktoś śmiał mnie zaprosić do Budapesztu na występ. – Jak można? Jak można? – zadawał dramatyczne pytania pan ambasador. - Ten ktoś za karę nie ma wstępu do polskiej ambasady – tak powiedział w trakcie opłatka, przed świętami Bożego Narodzenia, w trakcie składania sobie najlepszych życzeń i ogólnej wyrozumiałości i życzliwości. Znalazł sobie ambasador dobrą okazję, jak to rzymski katolik po kursach w Moskwie – relacjonował Jan Pietrzak.

Ambasador Kowalski to musi być bardzo wrażliwy człowiek, bo ten felieton także go poirytował. I na stronie internetowej ambasady pojawił się tekst zatytułowany "sprostowanie". Wprawdzie podpisany pod nim jest wspomniany attache Bobiński, ale trudno przypuszczać, aby treści komunikatu nie konsultował z szefem. A jest ona dość... Czytelnicy sami ocenią.

Ambasador przyznaje, że na występie Jana Pietrzaka nie był, bo "nie był na to spotkanie zaproszony". Później pada zapewnienie, jakoby podczas spotkania wigilijnego: "Ambasador nie odnosił się do osoby p. Jana Pietrzaka, choć faktem jest, że jego niewybredne „żarty” były bardzo szeroko komentowane w polonijnej społeczności i my również pozostawiamy sobie prawo do ich oceny".

Ale najważniejsze pozostaje bez zmian.
"Ambasador stwierdził, że Polonia, by być skuteczna, musi być razem, dodając jedynie, że nie służą byciu razem spotkania, których głównym tematem jest obrażanie polskiego prezydenta, jego małżonki czy premiera" - napisał attache prasowy.

Czyli jednak... O premierze Donaldzie Tusku albo dobrze, albo wcale. Ciekawe, czy ambasador Kowalski oglądał "Misia" Barei:  "Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu".

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,budapeszt.msz.gov.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska