Dzisiaj rano, podczas audycji Radio Zet "7 dzień tygodnia", poruszono wiele tematów. Od fatalnej sytuacji w służbie zdrowia i równie kiepskiego ministra Bartosza Arłukowicza, przez cenzorskie zapędy Lecha Wałęsy, który chce "aresztować" książkę dr Sławomira Cenckiewicza, po Donalda Tuska i jego sposób rządzenia.
Monika Olejnik poruszyła też sprawę pasterskiego listu biskupów, który ma przestrzegać przed szerzeniem ideologii gender. Temat bardzo istotny, a jednak wywołał ogromną wesołość polityków obecnych w studio. Za sprawą zaskakującego wyznania Tomasz Nałęcza. Prezydencki minister zaczął poważnie.
- Ja zawsze wolę mówi o Kościele w sposób pozytywny i z sympatią. I przy tym stole konsekwentnie bronię Kościoła przed bezsensownymi atakami, których jest bardzo dużo - mówił Nałęcz. Później coraz bardziej zbaczał z tematu (było coś o kobietach na stosie), w końcu zaczął bronić gender.
Następnie mówiła Beata Kempa o niepokojących praktykach w niektórych polskich przedszkolach, gdzie dziewczynki przebiera się za chłopców i na odwrót.
- Ręce precz od naszych dzieci - stwierdziła wywołując dyskusję, czy małym chłopcom powinno zakładać się rajstopy.
- A rajstopki są złe? - zapytał nagle Nałęcz.
- Pan profesor lubi rajstopki - podchwyciła Olejnik.
- Ja chodzę w rajstopkach - dodał minister Komorowskiego. - Naprawdę? Niech pan nie przesadza - nie dowierzała Olejnik.
- Przecież moja męskość nie zależy od tego czy chodzę w rajstopach - próbował tłumaczyć Nałęcz, ale z każdym słowem tylko wywoływał coraz więcej śmiechu.
- A w jakim kolorze pan nosi rajstopy - zakpił któryś z gości. - Pewnie czerwonym - dodał inny.
Prezydencki minister w rajstopach? Ciekawe...