Opóźnień w wykorzystywaniu dotacji z UE można wskazać wiele. Przykład, o którym głośno w ostatnich dniach to Cezamat, czyli Centrum Zaawansowanych Materiałów i Technologii przy Politechnice Warszawskiej, którego budowa miała być ukończona do końca tego roku, ale do dziś nie podpisano umowy z wykonawcą. Szansa, że inwestycję, na którą Bruksela przyznała 320 mln zł, uda się zrealizować i rozliczyć do końca 2015 r. – to ostateczny termin zamknięcia perspektywy finansowej na lata 2007–2013 – jest znikoma. Na same prace budowlane potrzeba 22 miesięcy, a projekt nie uzyskał jeszcze akceptacji Urzędu Zamówień Publicznych. To tylko jedna z wielu inwestycji, na której możemy bezpowrotnie stracić setki milionów.
Zrzeszający pracodawców Business Centre Club od dawna monitoruje wykorzystanie unijnych środków przez rząd i efekt tych analiz jest niepokojący. Fatalnie wyglądają zwłaszcza inwestycje kolejowe. Podpisane dotąd kontrakty stanowią ok. 65 proc. środków, a wydatki nie przekraczają 20 proc. dostępnych pieniędzy. Równie źle jest z wykorzystaniem funduszy na gospodarkę odpadami – przez kilka ostatnich lat wydano ledwie jedną piątą unijnych dotacji. Jedną z głównych przyczyn opóźnień jest biurokracja – przeciągające się procedury związane z ochroną środowiska i uzyskiwanie pozwoleń na budowę.
Ogromne trudności są także z wykorzystywaniem unijnych funduszy na szerokopasmowy internet. Komisja Europejska przeznaczyła na ten cel 4 mld zł, ale szans na ukończenie i rozliczenie inwestycji do 2015 r. właściwie nie ma, bo opóźnienia sięgają prawie dwóch lat. Do tej pory wydano zaledwie kilkanaście procent przewidzianych funduszy.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".