"Mąż upomina posłów-ministrów, żeby nie naciągali podatników na swoje wydatki na benzynę, a Małgorzata Tusk każe się wozić do księgarni. A przecież podatnicy płacą już za jeden samochód – partyjną limuzynę, którą żona premiera jeździ po Trójmieście" - czytamy w "Fakcie".
Niestety za sukces publikacji żony premiera zmuszeni są płacić również podatnicy. "I to wcale nie dlatego, że ją kupują bo na liście bestsellerów próżno jej szukać choćby w pierwszej dwudziestce tytułów. Każdy zrzuca się na ochronę żony premiera i na limuzynę, którą pani Małgorzata przybyła na spotkanie z czytelnikami do Empiku w centrum Warszawy" - informuje "Fakt".