- W czteroosobowym zarządzie dwóch członków razem z prezesem jest wskazywanych przez PGNiG i dwóch przez GazProm. Każda decyzja musi być zaaprobowana przy akceptacji jednego członka z każdej strony. Do 2010 r. było tak, że zarząd był władny podejmować decyzje dwuosobowo z prezesem na czele, czyli strona polska miała przewagę operacyjną. Dzisiaj takiej przewagi nie ma, więc problem w zarządzaniu spółką EuRoPol Gaz w żaden sposób nie został rozwiązany – powiedział nam Janusz Kowalski.
Analityk zaznacza, że w polskim interesie jest odzyskanie kontroli nad gazociągiem jamalskim, szczególnie w kontekście kończącego się w 2022 r. kontraktu.
- Już dziś trzeba o tym konkretnie myśleć, ponieważ gazociąg jamalski to ponad 660-kilometrowy odcinek, którym jest przesyłane 30 mld m sześć. gazu rocznie. Gazociąg jest w 90 proc. wykorzystywany na potrzeby GazPromu, który za darmo przesyła 27 mld m sześć. gazu rocznie do odbiorców starej piętnastki przez terytorium Polski. W naszym interesie jest to, by z tego gazociągu korzystało jak najwięcej firm, przesyłając mniejsze wolumeny, które będą gwarantowały Polsce bezpieczeństwo energetyczne. Aby tak się stało, potrzeba jasnej wizji i twardych decyzji zmierzających do odzyskania nie tylko operacyjnej, ale też właścicielskiej kontroli nad gazociągiem. Mam nadzieję, że Polska wycofa się z absolutnie błędnej decyzji z 2010 r. o podziale akcjonariatu EuRoPol Gaz na 50 proc, dla PGNiG i 50 proc. dla GazPromu. Była to decyzja rządu Donalda Tuska podpisana z aneksem przez Waldemara Pawlaka w październiku 2010 r. niezgodna z naszymi interesami. W polskim interesie jest niekontynuowanie podjętych w 2010 r. decyzji, niekontynuowanie np. tego założenia, że 50 proc. będzie należało do GazPromu, skoro dziś w układzie własnościowym to PGNiG jest ma większość - mówi ekspert ds. bezpieczeństwa energetycznego.