- Czas ucieka - ostrzega "Sueddeutsche Zeitung", podkreślają, że mimo dramatycznych zdjęć z Filipin, Sardynii i USA konferencja w Warszawie "wlokła się w nieskończoność". - Można zwątpić, obserwując, jak wspólnota państw wlecze się od konferencji do konferencji, mimo pozostawianych przez kataklizmy śladów zniszczenia i cierpienia - czytamy w komentarzu opublikowanym dziś na łamach największej opiniotwórczej gazety niemieckiej.
Nadzieja dotyczy roku 2015, gdy w Paryżu zostanie podjęta ostatnia wielka próba zawarcia globalnej umowy klimatycznej. Jeżeli Paryż ma zakończyć się sukcesem, to zainteresowane kraje muszą od zaraz zwiększyć wysiłki, a przede wszystkim zatroszczyć się o Indie i Chiny, które w Warszawie nie zajęły konstruktywnego stanowiska. "Czas ucieka. Jeśli Paryż skończy się fiaskiem, to bezpowrotnie umknie nam" - konkluduje "Sueddeutsche Zeitung".
Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" szczyt klimatyczny w Warszawie od początku obradował "pod złą gwiazdą". Jak wylicza komentator, najpierw Japonia poinformowała, że zwiększy zamiast zmniejszyć emisję CO2, potem Australia oświadczyła, że klimat nie jest dla niej ważny. Szkodliwe było także wyrzucenie przez rząd polski ministra środowiska właśnie wtedy, gdy jako prezes szczytu szczególnie potrzebował wsparcia, by doprowadzić do kompromisu - czytamy w "FAZ".
- Gospodarz (szczytu) Polska zaprezentował zgodnie z oczekiwaniami pozbawiony ambicji występ - ocenia "Die Welt". Komentator wytyka gospodarzom, że wykorzystali konferencję do usprawiedliwienia ogromnego zużycia węgla, a nawet zorganizowali równolegle szczyt branży węglowej. - Premier Donald Tusk zdymisjonował podczas drugiego tygodnia konferencji z powodu wewnętrznych sporów ministra ochrony środowiska Marcina Korolca, który sprawował funkcję przewodniczącego konferencji. To był wyraźny sygnał, świadczący o tym, jakie znaczenie ten szczyt miał dla politycznych władz w Polsce - konkluduje gazeta.
"Szczytem absurdu" - nazywa warszawskie spotkanie "Berliner Zeitung". - Konferencja zakończyła się fiaskiem - pisze komentator, zwracając uwagę, że nie wiadomo, jak miałby funkcjonować tzw. mechanizm warszawski, za pomocą którego kraje emitujące największe ilości CO2 miałyby płacić odszkodowanie za skutki zmiany klimatu krajom rozwijającym się. - Nikt nie wie, jak to wszystko ma funkcjonować. Nie ustalono niczego - stwierdza "Berliner Zeitung".