Rosyjska agencja Itar-TASS kontynuuje temat awantur podczas Marszu Niepodległości. I zacytowała rzecznik Ambasada Federacji Rosyjskiej Rosji w Warszawie Walerię Pierżynskiej, która podała, że podliczono straty w wyniku zamieszek. Uzbierało się tego rzekomo, aż 11 tysięcy dolarów.
- Uszkodzono bramę wejściową, domofon. Ucierpiały trzy samochody. Cały teren ambasady został obrzucony odłamkami, butelkami, fragmentami petard oraz rac. Spaliła się budka, która znajdowała się przy płocie ambasady. (…) Ucierpiały również inne obiekty rosyjskiej misji dyplomatycznej – budynek Przedstawicielstwa Handlowego FR oraz Centrum Nauki i Kultury FR – stwierdziła Pierżynska.
Z upływem czasu okazuje się, że szkody rosną. Pojawiły się samochody, a także "inne obiekty rosyjskiej misji dyplomatycznej". Być może. Ale skąd w kosztach Rosjan słynna budka?
Kilka dni po 11 listopada zwróciliśmy się o informację do kogo ona rzeczywiście należała. Odpowiedź jaką otrzymaliśmy z polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych nie pozostawia wątpliwości.
"Właścicielem pomieszczenia wartowniczego przed Ambasadą Federacji Rosyjskiej jest Wydział Ochrony Placówek Dyplomatycznych Komendy Stołecznej Policji" - czytamy w mailu z biura prasowego MSW.
Będziemy płacić Rosjanom za swoje? Przy tej ekipie u władzy wszystko możliwe.