Rozgrywki między Tuskiem i Schetyną podzieliły już nawet europosłów PO. – Stronę Tuska trzymają europarlamentarzyści z Pomorza, w większości ze Śląska i z Warszawy, a także europosłanki Lena Kolarska-Bobińska czy Danuta Hübner. Z kolei za Schetyną stoją murem europosłowie Filip Kaczmarek i Piotr Borys. Są jeszcze tacy, jak Bogusław Sonik czy Artur Zasada [dziś już poza PO - przyp. red.], którzy sprzyjają Jarosławowi Gowinowi – tłumaczy układ sił nasze źródło w PO.
Basen i pralnia kupione przez Tuska
Najbardziej nerwowo jest jednak w terenie, gdzie trwa wzajemne podbieranie sobie zwolenników. Jak ustaliliśmy, Andrzej Halicki, dotychczas prawa ręka Grzegorza Schetyny, odbył kilkugodzinną rozmowę z premierem Donaldem Tuskiem w dniu, w którym odbywało się posiedzenie zarządu PO.
– Rozmawiali zarówno przed zarządem, jak i po nim. W trakcie tych dyskusji Halicki zadeklarował w imieniu swoim i szefa regionu podlaskiego Roberta Tyszkiewicza, że ludzie premiera będą tam wpuszczeni do struktur regionalnych. A zjazd mazowieckiej PO, inaczej niż wcześniej było to planowane, odbędzie się 19 listopada, bo Halicki jest już pewny układu z premierem. Według poprzedniej wersji miał się on odbyć dopiero po krajowej konwencji 23 listopada – mówi nasz informator. Zaznacza także, że pogłębia się rozdźwięk pomiędzy Andrzejem Halickim a posłem Marcinem Kierwińskim, nadal wiernym Schetynie.
– Na ten rozdźwięk wpływają także początki kariery ich obu. Halicki wywodzi się z Kongresu Liberalno-Demokratycznego, który był matecznikiem Tuska. Kierwiński zaś ma dobre kontakty z dawnym Stronnictwem Konserwatywno-Liberalnym, w którym działał Bronisław Komorowski. Obecnie mówi się, że wskutek działań Halickiego Kierwiński nie będzie funkcyjnym członkiem zarządu partii. Jeśli tak się stanie, jest jasne, że Kierwiński zorganizuje wyjście swojej grupy z partii – dodaje nasz rozmówca.
Jak stwierdza, na razie Kierwiński podbija Warszawę. Do ludzi mu wiernych zalicza się działaczy z Pragi Północ, Pragi Południe, Śródmieścia, Ursynowa, Bielan, Wawra i Targówka. – Natomiast po stronie Halickiego stać będzie Ochota. Jednym z jego najwierniejszych żołnierzy jest radny Lech Barycki, zwany „Gaciowym”, bo w PRL-u miał pralnię, która prała garnitury wszystkim tym partyjnym bonzom – tłumaczy nasz informator w PO. I przypomina ze śmiechem, że Halicki, były zarządca warszawskich basenów, nazywany jest „Kąpielowym”.
Rok reanimowania trupa
Inny z naszych rozmówców tłumaczy z kolei, że wbrew wcześniejszym pomysłom frakcja Schetyny, która zamierza powołać nową partię pod patronatem Bronisława Komorowskiego, pozwoli jednak raczej rządowi na przeforsowanie budżetu w Sejmie.
– Chłopaki zreflektowali się, że wybory na wiosnę to dla nowego ugrupowania za wcześnie. Dlatego opóźnią swoje wyjście – mówi nasze źródło z PO. – Rok będą tego trupa (PO – przyp. M.M.) reanimować – dorzuca z kolei parlamentarzysta PO, który niedługo odejdzie do Gowina.
Innym problemem Tuska zaczyna być „spółdzielnia”, czyli ekipa Andrzeja Biernata, Cezarego Grabarczyka i Ireneusza Rasia. – Spółdzielcy wspierają premiera, ale osiągnęli już to, co chcieli. Udało im się najpierw wykurzyć Gowina, teraz zaś z pola walki może zniknąć Schetyna. „Spółdzielnia” będzie jedynym zapleczem premiera, a zatem Tusk będzie od niej zależny. I mam wrażenie, że jeśli niedługo politycznie nie skręci Biernatowi karku, to za jakiś czas wyrośnie z niego taki kolejny Schetyna – stwierdza nasz informator.
Z kolei dr hab. Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego jest zdania, że premier nie może sobie w tym momencie pozwolić na pozbycie się Biernata. – Po pierwsze, Biernat nie jest tak rozpoznawalny, by mógł stanowić zagrożenie. Po drugie, obecnie Tusk musi zająć się konsolidacją partii i nie dopuścić do tego, by powstały dwa ośrodki decyzyjne, czyli partyjny i prezydencki – tłumaczy politolog.
Młode wilki uciekają do Gowina
Innym problemem PO jest narastający odpływ działaczy regionalnych. Wśród zniesmaczonych sytuacją w partii coraz częściej pojawiają się osoby bardzo młode. Na Podkarpaciu z członkostwa w PO, a co za tym idzie, także z pełnienia w niej dotychczasowych funkcji, zrezygnował Arkadiusz Opoń, przewodniczący Klubu Radnych PO w Radzie Miasta Krosna, członek zarządu powiatu krośnieńskiego i przewodniczący podkarpackiej młodzieżówki PO.
„Moje dotychczasowe ugrupowanie, po siedmiu latach rządów, zatraciło swoje ideały. Objawia się to m.in. monopolizowaniem poglądów – również na szczeblu lokalnym – a także podejmowaniem decyzji personalnych, zaprzeczających wcześniejszym standardom ideowym. Bo jak inaczej nazwać decyzję władz powiatowych o przyjęciu (…) w poczet PO wykluczonego (z niej wcześniej – przyp. M.M.) Pana Stanisława Słysia – lidera lewicowego Klubu Samorządowego w mieście Krośnie?” – napisał Opoń w wydanym przez siebie oświadczeniu.
Jak mówi nasz informator, Opoń nie jest sam. – Moim zdaniem z PO wyjdzie w regionie jeszcze około 100 osób. Wszyscy oni zasilą inicjatywę polityczną Jarosława Gowina – stwierdza nasz rozmówca.
Jednak młodzi odchodzą do Gowina nie tylko na konserwatywnym Podkarpaciu. Masowe wyjścia z PO będą także miały miejsce w powiatach otaczających Warszawę. Wśród przyszłych rozłamowców czuć wzburzenie tym, jak rozmieszczeni zostali działacze na kartach do głosowania podczas niedawnego Zjazdu Regionu Mazowieckiego PO.
– Zastosowano taki „parytet Halickiego”. Na kartach znajdowało się 48 nazwisk, osoby, które miały przejść, zajmowały pozycje do 42. włącznie i znajdowały się w jednym słupku. Obok był słupek z tą resztą, która miała nie wejść – tłumaczy nasz informator.
– Młodzi wiedzą, że w PO nie mają już czego szukać. Ta partia to trup polityczny. W najbliższej przyszłości powstanie zapewne nowy twór, który będzie się nazywał „Obywatelska Platforma”, a nie „Platforma Obywatelska”, a Tuska zastąpi inny goguś – ocenia politolog dr Jerzy Targalski ze Studium Europy Wschodniej na UW.