Otwierając uroczystości w polskim konsulacie w Nowym Jorku konsul generalna Ewa Junczyk-Ziomecka złożyła kondolencje rodzinie, przyjaciołom i towarzyszom broni poległego żołnierza. W nawiązaniu do obchodzonego 11 listopada w Polsce święta niepodległości, a w USA Dnia Weteranów podkreśliła, że bez wsparcia militarnego USA Polska nie odzyskałaby niepodległości w roku 1918.
- Dzisiaj natomiast przyszła pora na pośmiertne uhonorowanie żołnierza amerykańskiego, który poświęcił swe życie, aby uratować życie żołnierza polskiego - dodała.
Matka Michaela, Linda Ollis wyznała, że chciałaby, aby wspominano go, jako cudownego syna i wspaniałego żołnierza. - Kochał to, co zrobił i gotów był umrzeć za swój kraj, co też uczynił. Jesteśmy z niego tak dumni i mamy nadzieję, że wszyscy będą pamiętać, jakim był dobrym człowiekiem - mówiła ze łzami w oczach.
28 sierpnia podczas ataku talibów na bazę w Ghazni, gdzie stacjonują polscy żołnierze 24-letni sierżant sztabowy Ollis zmarł na miejscu osłaniając własnym ciałem ppor. Karola Cierpicę, kiedy samobójczy zamachowiec zdetonował przed nimi ładunek wybuchowy.
Polski oficer przypomniał w konsulacie, że poznał Amerykanina dopiero w czasie ataku talibów tak naprawdę wymieniając z nim tylko spojrzenia.
- W ogromnych emocjach, które ciężko wyrazić podziękowałem rodzicom Michaela za syna. Nie byłem pierwszym, ale chciałem im powiedzieć i powiedziałem, że powinni być dumni, że wychowali tak wspaniałego żołnierza, który w tym ważnym momencie zachował się jak profesjonalista - wyznał PAP ppor. Cierpica.
Sierżant sztabowy Ollis mieszkał w Nowym Jorku. Wstąpił do armii USA w roku 2006. Służył w 10 Dywizji Górskiej w Fort Drum w stanie Nowy Jork. Był już wcześniej w Iraku, a także w Afganistanie, zanim przybył do tego kraju ponownie w styczniu tego roku.