- Jeszcze nigdy podczas obchodów Święta Niepodległości w Polsce nie dochodziło do podobnych rzeczy. Zatem poniedziałkowe zajścia mówią o narastaniu negatywnych emocji w społeczeństwie. W tych zamieszkach wzięli udział głównie młodzi ludzie, wśród których są ci, gotowi pójść na każdą awanturę. Ale myślę, że jest to też świadectwo rosnącej frustracji całego młodego pokolenia Polaków – zauważa prof. Krasnodębski.
- Ta frustracja i negatywne emocje są wywołane działaniami obecnych polskich władz. 11 listopada widzieliśmy święto urządzone przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, przyprawione ideologią radości, upajania się nią. Co z różnych powodów kompletnie nie przystaje do odczuć większości Polaków. Władzom na pomoc w podtrzymaniu atmosfery radości przyszły prorządowe media, tworząc swoją sztuczną rzeczywistość. One pokazały nie tylko szczęśliwą paradę Komorowskiego, ale również radośnie śmigającego premiera Donalda Tuska.
- Pod koniec dnia, radosny premier, stojąc na lotnisku i udając się na spotkanie z głowami państw Unii Europejskiej w Paryżu, znów w sposób absurdalny przez kamerami telewizyjnymi próbuje przypisać odpowiedzialność za zajścia w Warszawie liderowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu i wygłoszonemu przez niego w Krakowie przemówieniu. Nie przeszkadza Tuskowi nawet fakt, że Kaczyński wygłosił je już po incydentach podczas marszu narodowców. Czyli premierowi nie przeszkadza ani odległość w czasie, ani odległość geograficzna – wskazuje na absurdalność sytuacji prof. Krasnodębski.
W opinii socjologa kreowanie przez władze sztucznej rzeczywistości, nieodpowiadającej realiom życia codziennego Polaków, świadczą o kryzysie politycznym w Polsce. - Z tego należy wyciągnąć wnioski. Czyli jak najszybciej odsunąć od władzy Donalda Tuska i jego ekipę – dodaje publicysta.