- Faworytem wyborów jest kandydat obozu rządowego, prywatnie przyjaciel premiera - Giorgi Margwelaszwili. Prawdę mówiąc, pytanie dotyczy nie tego, kto wygra, a raczej: w której turze wygra kandydat rządu. Pytanie, jakie sobie zadajemy jako obserwatorzy z ramienia Parlamentu Europejskiego, brzmi z kolei: na ile te wybory będą spełniały standardy demokratyczne. Jest tu wyraźna przewaga kandydata obozu rządowego i istnieje być może pokusa, jak mówią niektórzy obserwatorzy, żeby pomóc trochę, aby Margwelaszwili wygrał w pierwszej turze – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Ryszard Czarnecki.
Jakie będą stosunki Gruzji z Rosją po wyborach?
- Gruzja ociepliła relacje z Rosją już po wyborach parlamentarnych rok temu, gdy do władzy doszedł Bidzina Iwaniszwili. W międzyczasie nastąpiły zdarzenia, które pokazywały, że obojętnie, kto Gruzją rządzi, sytuacja w dalszym ciągu może być napięta. Chodzi o przesuwanie faktycznej granicy rosyjsko-gruzińskiej przez Rosjan. Nie traktowałbym tu wyborów prezydenckich jako jakiegoś przełomu w tych relacjach, bo już sama utrata władzy przez rząd, którego patronem był prezydent Saakaszwili, te stosunki między Moskwą a Tbilisi zmieniła w sposób zasadniczy. Raczej możemy mówić o pewnym procesie: odejście Saakaszwilego po dwóch kadencjach – teraz nie startuje, a nawet jakby startował, to nie miałby szans – oznacza symboliczne zakończenie pewnej epoki. Epoki, w której Gruzja manifestowała, że jest częścią świata Zachodu, i okazywała swoje aspiracje zarówno euroatlantyckie, jak i europejskie. O ile rząd Gruzji podtrzymuje te aspiracje, o tyle jednocześnie stara się robić wiele, by być postrzeganym jako kraj, który nie jest antyrosyjski – twierdzi Czarnecki.
Czy po przegranych wyborach obóz Saakaszwilego i on sam mogą spodziewać się represji? Ryszard Czarnecki jest przekonany, że do prześladowań opozycji dojdzie.
- Nie dalej jak w tym tygodniu spotkałem się z politykami z obozu Saakaszwilego, którzy potwierdzili, że ta obawa jest bardzo żywa. Wręcz – i to nie jest śmieszne - trwają konkursy, kogo pierwszego aresztują, czy mera Tbilisi, czy któregoś z byłych ministrów. Jest to sytuacja rzeczywiście dość niesamowita jak na kraj, który przynajmniej formalnie kandyduje do Unii Europejskiej – dodaje europoseł PiS.