Jak pisała „Gazeta Polska”, walka toczy się przede wszystkim o duże regiony: Dolny Śląsk, Wielkopolskę, Mazowsze, Podlasie oraz Małopolskę. Jeśli Schetyna wygra w każdym z nich, przed premierem trudny orzech do zgryzienia. Informatorzy „GP” donoszą, że Tusk tak boi się konkurenta, że proponował mu zostanie europosłem. Oczywiście Schetyna się nie zgodził.
Obecnie geografia polityczna zdaje się faktycznie przeważać na korzyść Schetyny. Jego człowiek Rafał Grupiński z pewnością utrzyma Wielkopolskę. – Waldy Dzikowski związany z Tuskiem jest w odwrocie. Obecnie zabiega o wywiady w mediach centrowych, bo myśli, że to mu w czymś pomoże. Złudne nadzieje. Zwłaszcza że szefem poznańskiej PO nadal jest inny człowiek Schetyny, Filip Kaczmarek – mówi informator „Gazety Polskiej”.
Członkowie PO są także pewni, że na Podlasiu Robert Tyszkiewicz pokona związanego z Tuskiem Damiana Raczkowskiego, a w Małopolsce człowiek premiera Ireneusz Raś przegra z Grzegorzem Lipcem.
Schetyna zdobył też punkt w Warszawie. Chociaż na szefową warszawskiej PO wybrano Hannę Gronkiewicz-Waltz, to po wyproszeniu dziennikarzy na sali rozpętało się piekło. – Ludzi kojarzonych z obozem wrogim Grzegorzowi Schetynie „wycięto” w pień. Jarosław Jóźwiak, jeden z najbliższych współpracowników pani prezydent, miał się w ogóle wycofać z kandydowania na delegata, „wycięto” m.in. Lecha Jaworskiego, jednego z najbliższych ludzi Gronkiewicz-Waltz w Radzie Warszawy, to samo spotkało trzech życzliwych jej burmistrzów. Wśród delegatów też przeważają ludzie Schetyny – relacjonował jeden z informatorów "Gazety Polskiej".
Decydujący Dolny Śląsk
W obecnej sytuacji Tuskowi zależy więc na tym, by wygryźć Schetynę z kierowania regionem dolnośląskim, który jest bastionem wrocławskiego barona. Jeżeli Schetyna przegrałby u siebie, oznaczałoby to jego koniec. By wygrać rywalizację o Dolny Śląsk, ludzie Tuska posunęli się więc nawet do dogadania się z wrogim dotychczas Platformie prezydentem Wrocławia Rafałem Dutkiewiczem. Jacek Protasiewicz, konkurent Schetyny, pokonał na razie posła Sławomira Piechotę w rywalizacji o stanowisko szefa wrocławskiej PO. Jednak wrocławscy działacze mówią, że to o niczym nie świadczy. – Z perspektywy Warszawy wydaje się, że tu są jakieś napięcia. Tymczasem z naszego punktu widzenia jest jasne, że Grzesiek [Schetyna] się utrzyma – mówi jeden z rozmówców „Gazety Polskiej”.
Obecnie ludzie Schetyny demonstrują swoją niechęć zarówno wobec Protasiewicza, jak i prezydenta Dutkiewicza. Robią to wręcz demonstracyjnie. Kiedy podczas trwania sesji Rady Miasta Dutkiewicz poddał pod głosowanie zabezpieczenie w planie finansów miasta 18 mln zł, które gmina musi oddać Zygmuntowi Solorzowi, pięciu radnych PO wstrzymało się od głosu. – To była jawna demonstracja niechęci ze strony ludzi Schetyny. Zabawna o tyle, że przecież nie od dziś wiadomo, że Schetyna i Solorz się przyjaźnią – relacjonuje informator „Gazety Polskiej”.
Żmijan na lodzie. Tusk obłaskawia ludzi
O tym, że Donald Tusk czuje się poważnie zagrożony, świadczy także to, co stało się w Lublinie. Tam człowiekiem Tuska był Stanisław Żmijan, konkurujący z Włodzimierzem Karpińskim, bliższym Grzegorzowi Schetynie. Wydaje się, że to Karpiński jest mocniejszy, dlatego też premier postanowił sobie zaskarbić jego lojalność i zaoferował mu tekę ministra skarbu państwa, mocno szkodząc tym Żmijanowi. – Oni tam strasznie Staśka [Żmijana] sponiewierali. Nie dziwię mu się, że się wkurzył i obecnie popiera Schetynę. Ale to też nie jest takie poparcie bezwarunkowe. Głównym stronnictwem Żmijana jest sam Żmijan. Myślę, że jeśli w PO nie będą się z nim liczyć, to podziękuje Platformie – opowiada informator „Gazety Polskiej”.
Stanisław Żmijan, pytany przez „Gazetę Polską”, czy czuje się pokrzywdzony przez Donalda Tuska, podkreśla, że premier w żadnym momencie nie stwierdził, iż popiera Karpińskiego, a przyznanie mu teki ministra o niczym nie świadczy. – Mieliśmy wewnętrzne ustalenia, zakładające, że ministrowie konstytucyjni nie mogą być szefami regionów, dlatego też nie odbierałbym tego jako wsparcia ze strony Tuska – mówi parlamentarzysta. Dodaje, że zamierza kandydować na szefa regionu. Pytany o konflikt w PO, odpowiada, że konflikty w partii są elementem życia politycznego. – Nawet jeśli przyjmiemy tezę, że faktycznie w PO jest różnica zdań, to uważam, że wewnętrzne dyskusje nie powinny się odbywać za pośrednictwem mediów – stwierdza.
Premier Donald Tusk od dłuższego czasu stosuje technikę obłaskawiania sojuszników przy użyciu tek ministerialnych. Jak pisała „Gazeta Polska Codziennie”, Tuskowi udało się w ten sposób obłaskawić trzymającego ze Schetyną Tomasza Tomczykiewicza na Śląsku oraz utrzymać wierność Zbigniewa Rynasiewicza na Podkarpaciu.
Więcej w tygodniku „Gazeta Polska”