- Rozumiem, że teraz te same środowiska, które zaciekle broniły wielce kontrowersyjnych, bo obrażających uczucia religijne ludzi wierzących - instalacji pani Doroty Nieznalskiej, teraz masowo i głośno staną w obronie wolności artystycznej, reprezentowanej przez młodego studenta z Gdańska. Jeżeli tak się nie stanie, to będzie przykład skrajnej hipokryzji tych środowisk - mówi nam Czarnecki. I dodaje: - Natomiast artysta odwołuje się do prawdy historycznej. Żołnierze Armii Czerwonej masowo gwałcili kobiety na terenach obecnej Rzeczpospolitej, Kresach Wschodnich czy w Niemczech.
W rozmowie z "Codzienną" Jan Daniluk z Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku przypomina, że gwałty dokonywane przez żołnierzy Armii Czerwonej na miejscowej ludności podczas tzw. wyzwalania Prus i Pomorza są faktem. Ofiarami zbrodni byli miejscowi Niemcy, Kaszubi i Polacy. Nie były to wyjątkowe wypadki. Skala przestępstw była bardzo poważna. - Świadczy o tym liczba relacji spisywanych przez ofiary, świadków, a także polskie władze - wyjaśnia historyk. Przyznaje, że zachowały się świadectwa mówiące o interwencji oficerów sowieckich w wypadkach przestępstw dokonywanych przez żołnierzy. - Giną one jednak w morzu relacji dotyczących gwałtów - mówi Daniluk.
Odnosząc się do ostatniego oświadczenia Ambasadora Rosji, Ryszard Czarnecki mówi: - Przeczytałem ze zdumieniem oświadczenie ambasadora Rosji w Polsce, który w tonie iście carskiego namiestnika atakuje młodego artystę. Nie przypominam sobie, aby ambasada Federacji Rosyjskiej w Berlinie protestowała, gdy w niemieckich filmach fabularnych dotowanych z budżetu państwa, ukazywano sceny gwałtów na Niemkach w Berlinie przez żołnierzy sowieckich. Wówczas nie była tak zdeterminowana i ostra. Uważam, że jest to kwestia wolności artystycznej i prawdy historycznej, o której mówił ten młody artysta. Za głęboko niestosowne uważam zarówno oświadczenie ambasadora Rosji – podkreśla europoseł PiS.