- Wszystko wskazuje na to, że Janusz Piechociński pogodził się z obniżeniem pozycji PSL w koalicji, chociaż do wyborów na szefa partii szedł z hasłem zupełnie przeciwnym – powiedział nam Zbigniew Kuźmiuk, poseł PiS i były członek PSL. – Ponadto wyraźnie widać, że SLD i PSL są po słowie, mówił o tym chociażby Jarosław Gowin, a to, że SLD dystansuje się wobec referendum w Warszawie, zdaje się potwierdzać jego teorię – dodaje.
– Każdy głębszy flirt Donalda Tuska z SLD powoduje, że kolejna grupa konserwatywnych posłów PO buntuje się, czy nawet opuszcza partię, więc do końca tej kadencji parlamentarnej nie ma co rozważać utworzenia koalicji trójkowej. A media bawią się spekulacjami. W następnej zaś kadencji o koalicjach będą decydowali wyborcy – stwierdza Janusz Piechociński.
W podobnym duchu wypowiada się posłanka PO Małgorzata Kidawa-Błońska. – Od początku trwania tej koalicji dzwonią dziennikarze i pytają, czy koalicja się rozpadnie. A ja nieustająco mówię, że koalicja będzie trwała. I ona faktycznie trwa i dotrwa spokojnie do końca kadencji – mówi.
Jednak informatorzy "Gazety Polskiej Codziennie" w PSL relacjonują, że w koalicji nie dzieje się najlepiej. – W Sejmie coraz częściej słyszy się, że premier Tusk po prostu nie znosi Piechocińskiego. Szef PSL dużo gada, ale jest nieskuteczny w działaniu. Za Pawlaka PSL bardziej liczyło się jako koalicjant – mówi jeden z naszych rozmówców.
Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"