W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” rektor Politechniki Warszawskiej prof. Jan Szmidt przyznał, że wraz z rektorem AGH przygotował list odcinający się od swoich naukowców, choć jak sam przyznaje, nie zapoznał się nawet z treścią ich zeznań składanych w prokuraturze. Co ciekawe w liście pojawiają się liczne odniesienia właśnie do protokołów przesłuchań naukowców w prokuraturze.
- Nie, nie czytałem. Nie jestem fachowcem z tej dziedziny i zapewne niewiele by mi to dało. Nie mieszam się w politykę, a sprawa stała się polityczna, a nie merytoryczna – tłumaczy rektor Politechniki Warszawskiej.
Profesor Jan Szmidt przekonuje, że wystosował list, ponieważ „zewsząd” słyszał, że w protokołach pojawiają się odniesienia do Politechniki Warszawskiej.
- Po prostu zewsząd słyszałem, że w tych protokołach w kontekście badań nad przyczynami katastrofy smoleńskiej pojawia się Politechnika Warszawska. Nazwa uczelni nie powinna się pojawiać w tym kontekście, bo ci profesorowie Politechniki nie reprezentują w tym przypadku uczelni. Nie prowadzą w naszej uczelni żadnych badań w tej sprawie, a reprezentują swoje poglądy. To nie jest tak, że jeśli się jest profesorem Politechniki, to znaczy, że zna się na wszystkim – tłumaczy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” rektor Politechniki Warszawskiej.