RELACJA Z POSIEDZENIA
14:30
O swoim przesłuchaniu w prokuraturze opowiedział profesor Jacek Rońda.
- W prokuraturze nie występowałem jako ekspert, mam na to świadka. Co prawda w pierwszej części byłem przesłuchiwany jako świadek, ale w drugiej części byłem przesłuchiwany jako ktoś w rodzaju eksperta. Pytania dotyczyły właśnie moich kompetencji związanych z interpretacją skutków wybuchu, i samym wybuchem. Przedstawiałem moją karierę zawodową w tym zakresie, można to zobaczyć na tych stronach internetowych. Był jeden, powiedzmy sobie kolega po fachu, który reprezentował Komendę Główną Policji, z którym podjąłem dyskusję, a była ona rzeczowa. Nie uzurpowałem sobie występowania w charakterze eksperta lotniczego. Niemniej muszę powiedzieć, że doświadczyłem na sobie prowokacji, otóż jedyny spośród prokuratorów, którzy był ubrany w mundur w pewnym momencie zapytał mnie: „Proszę Pana, a gdzie jest ten trzeci silnik?”. Za wszelką cenę chciał, żebym pokazał, że ta sprężarka, która jest na górze, że to jest silnik. Ponieważ ja znam się na dynamice lotu, to mu powiedziałem, że jest to bzdura i że trzy silniki są w jednym rzędzie, inaczej samolot ciągnięty byłby zawsze do dołu, a chodzi o to, by on leciał do góry. Powiedziałem też, że ja naprawdę widziałem te samoloty z bliska - powiedział Rońda.
14:20
Następnie zostały wyświetlone fragmenty filmu Marii Dłużewskiej o polskich naukowcach. - Przyszłam tu ze względu na bohaterów mojego filmu. To, że pokazuje państwu mały kawałeczek filmu, czego nie powinnam robić, również ze względu na moich współpracowników, ale chciałam profesorowi Nowaczykowi, profesorowi Biniendzie, doktorowi Berczyńskiemu, doktorowi Szuladzińskiemu, powiedzieć, że wszyscy jesteśmy z nimi i zawsze z nimi będziemy – powiedziała Maria Dłużewska.
14:10
- Wczoraj dowiedzieliśmy się, że prawdopodobnie „Gazeta Wyborcza” uzyskała stratus pokrzywdzonego w śledztwie. Jest to status, który jest wyższy niż status rodzin. Od wielu miesięcy przekonywano mnie, że z aktami mogę zapoznać się tylko na miejscu w prokuraturze. Od wczoraj wiem, że jako pełnomocnik pokrzywdzonych niestety jestem gorzej traktowany, bo dzięki informacjom z „Gazety Wyborczej” prokuratura umieściła skany w internecie. Ja takiego przywileju nie uzyskałem - powiedział mec. Stefan Hambura, pełnomocnik Stefana Melaka i rodziny Anny Walentynowicz. Dodał też, że tym zachowaniem prokuratura złamała artykuł 2 europejskiej konwencji praw człowieka.
14:00
Następnie zabrał głos mec. Piotr Pszczółkowski: - Wszyscy chyba zapomnieli, że naukowców nie przesłuchiwał np. biegły z Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego, ale prokurator (prawnik) i on spisał protokół. Czy wolno było polskiemu prokuratorowi nie dokonać sekcji zwłok? Zaatakowano rodziny i to im zarzucono pomyłkę. Do chwili obecnej każdy mój klient wchodząc do prokuratury wychodzi z informacją, że wciąż czekamy na ekspertyzę genetyczną.
13:40
- Uważam, że to co się stało jest aktem bandytyzmu politycznego, jest to dowód zdziczenia obyczajów w życiu publicznym. Jest to akt terroryzmu medialnego niespotykanego w świecie cywilizowanym. Fakt ujawnienia zeznań, które zostały przyjęte pod przysięgą w trakcie dochodzenie, bo gdyby to było jeszcze na etapie postępowania sądowego, to można by jeszcze w jakiś sposób uzasadnić. Następnie uważam, że jest to próba zastraszenia środowiska naukowego włącznie z prezesem Polskiej Akademii Nauk. W tym wszystkim co państwo możecie przeczytać, to zeznanie na stronie internetowej prokuratury wojskowej. Uważam, że w żadnym stopniu to mi nie uwłacza. Jestem specjalistą od termodynamiki wybuchów, czyli balistyki wewnętrznej. Znam się na tym, potrafię zinterpretować fakty dotyczące zjawiska jakim jest wybuch - powiedział prof. Jacek Rońda
13:30
Antoni Macierewicz przywitał i przedstawił gości. Został pokazany krótki film z wizyty posła Adama Kwiatkowskiego u profesora Wiesława Biniendy w USA.
- Od 1968 roku nie pamiętam tak brutalniej nagonki na polskich naukowców, chcących służyć prawdzie, chcących badać rzeczywisty obraz sytuacji w naszym kraju. To wtedy formułowano takie właśnie dyrektywy, które dziś znowu pobrzmiewają. Niech naukowcy się nie wtrącają, niech się nie zajmują. Studenci do nauki, pisarze do pióra. To była dewiza pana Gomułki i jego towarzyszy. Niektórzy tak dalece zapamiętali te dyrektywy, ze wcielają je w życie po dzień dzisiejszy - powiedział na wstępie Macierewicz.
Kliknij i oglądaj transmisje z posiedzenia zepołu parlamentarnego na vod.gazetapolska.pl
