Akcja filmu rozgrywa się w dwóch planach czasowych: 5 sierpnia 1944 r. podczas rzezi warszawskiej Woli i 5 sierpnia współcześnie. Jak opowiadał dziennikarzom tuż przed premierą reżyser obrazu Irek Dobrowolski punktem wyjścia do opowiedzenia tej historii jest znalezisko na budowie, gdzie obok kości z opaską powstańczą pracownicy budowy znajdują pamiętnik.
- Przenosimy się potem do czasów powstania, żeby poznać zarówno osobę, której szczątki odkryto, jak i autora pamiętnika. Staje się on naszym narratorem i duchem miejsca, dzięki któremu możemy podróżować w czasie. W tę postać wcielił się nieżyjący już Krzysztof Kolberger, była to jego ostatnia kinowa rola - powiedział Dobrowolski.
Podkreślił, że obraz łączy w sobie różne elementy i gatunki filmowe.
- Ja nazywam tę formułę fabułą dokumentalizowaną. W filmie znalazły się autentyczne i mało znane ujęcia z powstania warszawskiego doskonale oddające atmosferę tamtych dni. Autentyczni powstańcy grają samych siebie, co stanowi sytuację z pogranicza dokumentu. Powstańcy występują też w finale towarzyszącego filmowi teledysku, gdzie trójka naszych bohaterów, którzy przechodzą przez cały film, przez sceny powstańcze i stylizowane na archiwalne zamienia się w swoją „współczesną” wersję - mówił reżyser.
Dobrowolski, który jest synem powstańca przyznał, że ojciec sam z siebie nie opowiadał mu o powstańczych wydarzeniach, jednak często spotykał się z kolegami z powstania.
- Przysłuchiwałem się ich rozmowom i uczyłem z nich historii. Również chodząc z ojcem na uroczystości powstańcze w czasach chociażby stanu wojennego, kiedy tego 1 sierpnia na Powązkach można się było poczuć naprawdę wolnym. Więc temat powstania zawsze mnie interesował - zaakcentował.