Papież wysiadł z samochodu trzymając w ręku dużą saszetkę z białej tkaniny. Była w niej mitra. Nie powierzył jej mistrzowi ceremonii lecz sam przyjechał z nią z Watykanu.
Ten szczegół uznano za kolejny dowód tego, że Franciszek chce pozostać zwyczajnym, spontanicznym jak dotąd, człowiekiem i zerwać z wizerunkiem biskupa Rzymu jako monarchy, któremu na każdym kroku służą pomocnicy, asystenci i hierarchowie.
- Musimy zachowywać się normalnie - powiedział papież dziennikarzom w drodze powrotnej z Rio de Janeiro, a słowa te uznano za ważny klucz do interpretacji stylu jego pontyfikatu.
W jeszcze większe zdumienie Franciszek wprawił, gdy zrezygnował z mieszkania w papieskim apartamencie w Pałacu Apostolskim i pozostał po swym wyborze w Domu świętej Marty, czyli hotelu, gdzie zatrzymują się hierarchowie i księża przybywający służbowo do Watykanu. Obiady i kolacje jada często w towarzystwie innych gości hotelu, we wspólnej stołówce.
Od swego wyboru w marcu ani razu nie skorzystał z przeznaczonej tylko dla niego limuzyny ze specjalną watykańską rejestracją SCV1. Zarówno po Watykanie, jak i poza nim Franciszek jeździ średniej klasy samochodem.