Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Normalna praca ze świętym człowiekiem - rozmowa z Arturo Mari, fotografem bł. Jana Pawła II

Kiedy odwiedzałem Polskę teraz, gdy Jana Pawła II nie ma już z nami, widziałem go w mieszkających tu ludziach. Widziałem jego pracę i jego poświęcenie. I uświadamiałem sobie, ile dla was robił - z Arturo Mari, fotografem bł. Jana Pawła II, rozmawia M

Kiedy odwiedzałem Polskę teraz, gdy Jana Pawła II nie ma już z nami, widziałem go w mieszkających tu ludziach. Widziałem jego pracę i jego poświęcenie. I uświadamiałem sobie, ile dla was robił - z Arturo Mari, fotografem bł. Jana Pawła II, rozmawia Magdalena Michalska.

Jaka była Pańska reakcja, kiedy dowiedział się Pan, że papież Franciszek uznał cud, do którego doszło dzięki wstawiennictwu bł. Jana Pawła II, oraz zaaprobował jego kanonizację?
To ogromna radość, że świat mógł zobaczyć i poznać to, czego ja doświadczałem bezpośrednio – przez dwadzieścia siedem lat żyłem obok człowieka, którego uważałem za świętego, który codziennie dawał świadectwo tej świętości. Cieszę się, to oczywiste, ale dla mnie to wydarzenie jest zupełnie naturalne, normalne. Po tym, co oglądałem na własne oczy i słyszałem na własne uszy, absolutnie nie dziwi mnie, że jest zgoda na kanonizację.
 
Czy robiąc zdjęcia papieżowi, miał Pan wrażenie, że fotografuje cud, osobę świętą?
Każda z tych fotografii posiada szczególny charakter, każda opowiada jakąś historię. I nie chodzi mi o to, czy jestem dobry w robieniu zdjęć, czy nie, to należy zostawić do oceny innym. Mówię jedynie, że kiedy się je ogląda i analizuje, to widać na nich uczynki zwyczajne, ale jednocześnie takie, które może wykonywać jedynie osoba święta.
 
Jak wygląda od strony technicznej robienie zdjęć papieżowi? Jaki to rodzaj pracy?

Dla mnie jest to normalna praca. Nie ma w niej nic szczególnego. Problemem nie jest fotografia i strona techniczna fotografowania. Tym, co ważne, jest rozwój wydarzeń, aktywność, obecność pośród ludzi i obok świętego człowieka. Mam nadzieję, że pokazałem światu to, co się wydarzyło.
 
Pomiędzy fotografem i osobą pozującą nawiązuje się często specjalna relacja, bardzo osobista…

Przepraszam, uprzedzę pytanie. Proszę posłuchać: to było mocniejsze, głębsze niż w wypadku zwykłego zestawienia fotograf–model. Kiedy wszedłem w określony typ relacji, relacji polegającej na tym, że oddycha się tym samym powietrzem, śledzi się każdy najdrobniejszy ruch drugiej osoby, kiedy to, co on robił, robiłem i ja, wtedy powstawała harmonia. Dzięki temu byłem w stanie robić rzeczy, które później mogłem przekazywać światu. Nadszedł taki moment, w którym po prostu wczułem się w postać, do której się zbliżyłem, w postać, którą kochałem i podziwiałem.
Ta praca z jednej strony była dla mnie rzeczą normalną, ale z drugiej – ogromnym zaszczytem i dumą. Zawsze postrzegałem Ojca Świętego jako mojego papieża. Wychodząc z takiego założenia, praca nie jest już wyłącznie pracą, staje się misją. Wierzę, że takie podejście przyniosło efekty.
 
W czasie swojego pontyfikatu Jan Paweł II odwiedzał bardzo wiele miejsc: liczne państwa, kilka kontynentów. Pan zawsze podróżował z nim. Która wizyta wywarła na Panu największe wrażenie?
Nie istnieje miejsce najpiękniejsze, nie ma krajów mniej i bardziej ważnych. Tak samo nie było ważniejszych i mniej ważnych wizyt. Każda z nich była przepiękna: Jan Paweł II podróżował do wielu miejsc, wszędzie czekali na niego ludzie szukający w nim oparcia. Te problemy były różne, tak jak różni są mieszkańcy odwiedzanych krajów. Dotyczyły kwestii godności ludzkiej, spraw rodzinnych, pracy, różnic pokoleniowych czy wiary. A on im wszystkim dawał radę i nadzieję. Nie mogę więc powiedzieć „byliśmy w Australii i właśnie Australia jest najpiękniejsza” czy „byliśmy w Stanach Zjednoczonych i tam jest najpiękniej” albo „byliśmy w Ameryce Łacińskiej i to Ameryka...”.
Wizyty w Polsce teraz, gdy odwiedzam ją w czasie, kiedy Jana Pawła II nie ma już z nami, są pięknym i niezwykłym przeżyciem, ponieważ kiedy patrzę na mieszkających tu ludzi, widzę jego obecność i jego pracę. Uświadamiam sobie, ile on pracował dla was, ale także dla Stanów Zjednoczonych, dla Ameryki Łacińskiej, Afryki, Kanady, dla wielu, wielu innych krajów i narodów. Jego obecność i jego praca odcisnęły swoje piętno i zmieniły te miejsca na zawsze. On był dla nas wszystkich Pasterzem, był po to, by pomagać, doradzać i dodawać sił w wierze. To jest rzecz najważniejsza.

Cały wywiad w aktualnym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane