We wraku Tu-154 znaleziono męski płaszcz i dużą torbę
Duży męski płaszcz, torbę podróżną, koszulę ze spinkami i kilka par butów były wśród rzeczy znalezionych przez polskich prokuratorów we wraku tupolewa 2,5 roku po katastrofie - informuje RMF FM. Rodziny ofiar oburza fakt, że tak duże przedmioty znale
Autor: Grzegorz Wierzchołowski
Rzeczy przywieźli śledczy, którzy jesienią ubiegłego roku badali wrak - głównie pod kątem obecności materiałów wybuchowych. Znalezione przedmioty w lutym przewiezione zostały do Polski, o czym jako pierwsza informowała "Gazeta Polska Codziennie". Obecnie znajdują się w Mińsku Mazowieckim, gdzie oglądają je rodziny ofiar.
Bliscy pasażerów tragicznego lotu słusznie oburzeni są faktem, że rzeczy ofiar dopiero teraz trafiły do Polski, a wcześniej ich nie znaleziono. „Odkrycie” we wraku - po 2,5 roku od katastrofy! - tak pokaźnych przedmiotów jak długi męski płaszcz to kolejny dowód na to, że samolot nie był przedtem praktycznie badany. Skoro bowiem śledczy dopiero teraz znaleźli płaszcz i dużą torbę podróżną, to jak mieli znaleźć np. mikroskopijny zapalnik czy drobną nadpaloną część? A takie właśnie elementy przesądzały często o ustaleniu przyczyn katastrofy lotniczej, zwłaszcza wtedy gdy była ona spowodowana zamachem lub awarią maszyny.
- Pamiętam sytuację, gdy przyczynę wypadku ustaliliśmy dzięki zbadaniu małego przepalonego kółeczka wielkości 3 mm - mówił niedawno w wywiadzie dla „Gazety Polskiej” dr inż. Bogdan Gajewski, ekspert od badania wypadków lotniczych, specjalista w kanadyjskiej agencji rządowej National Aircraft Certification.
Niestety, polscy „eksperci” mają problem ze znalezieniem we wraku 500-krotnie większych przedmiotów.
A jeszcze kilka dni temu Maciej Lasek, członek komisji Millera, zapewniał: - To nie był wybuch. Badaliśmy wrak, obejrzeliśmy miejsce zdarzenia, zrobiliśmy bogatą dokumentację. W tej katastrofie nie ma nic tajemniczego.
Autor: Grzegorz Wierzchołowski