Afera powodziowa wybuchła po tym, jak media opisały sprawę 4,5 mln zł pomocy powodziowej, która trafiła do trzech firm z Dziwiszowa na Dolnym Śląsku. Jedna z nich należy do męża Anny K., wiceprezes KARR i wieloletniej działaczki Koalicji Obywatelskiej. Firma otrzymała 200 tys. zł pożyczki z programu przeznaczonego dla przedsiębiorców poszkodowanych podczas powodzi z września 2024 roku. Pieniądze miały też otrzymać firmy sąsiada Anny K., a także właściciela lokalnej telewizji współpracującej z samorządem.
Dziś dowiedzieliśmy się, że Sąd Rejonowy Katowice–Wschód aresztował trzy osoby zatrzymane w sprawie afery powodziowej. W środę - na polecenie prokuratury europejskiej - funkcjonariusze CBA zatrzymali na Dolnym Śląsku sześć osób – przedstawicieli trzech firm oraz byłego wysokiego rangą urzędnika Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego S.A.
Te trzy osoby, które zostały tymczasowo aresztowane, to właśnie Anna K., jej mąż i prawdopodobnie, tu nie mamy jeszcze 100 proc. pewności, to biznesmen, który miał prowadzić salę zabaw. Te informacje do nas docierają, ale mówimy dziś o tych trzech aresztach, sześciu osobach zatrzymanych. Docelowo mogą pojawić się kolejne. Sprawa wydaje się być rozwojowa.
– poinformował dziś rano na antenie Janusz Życzkowski, dziennikarz TV Republika.
Czarnek: to jest rzeczywistości koalicji 13 grudnia
W Bodzanowie (gmina Głuchołazy) odbyła się dziś konferencja prasowa z udziałem kandydata PiS na premiera. Przemysław Czarnek skrytykował rząd Donalda Tuska za sposób wydatkowania pieniędzy przeznaczony na pomoc dla powodzian. Wskazał na ogromne różne między kwotami trafiającymi do osób związanych m.in. ze środowiskiem Koalicji Obywatelskiej - tak jak w przypadku Anny K. i jej męża oraz znajomych, a wsparcie, jakie otrzymali mieszkańcy najbardziej poszkodowanych terenów.
"Reasumując, mamy obraz dwóch rzeczywistości, które się ze sobą ścierają. Z jednej strony 4,5 miliona złotych pieniędzy wyprowadzonych z Karkonowskiej Agencji Rozwoju Regionalnego przez kolesi w Koalicji Obywatelskiej dla ludzi, którzy nie potrzebowali, dlatego że nie dotknęła ich powódź albo dotknęła ich w zdecydowanie mniejszych rozmiarach. Mamy 170 tysięcy złotych dla pani przewodniczącej Rady Miasta Nysa, asystentki społecznej pana Siemoniaka, która dwa dni miała raptem swój salon zamknięty przez zalanie piwnicy. Mamy wojewodę, który wypłaca 500 tysięcy złotych w dalszym ciągu nagród i premii dla urzędników za zwalczanie skutków powodzi sprzed dwóch lat. I mamy pana Kazimierza, którego gospodarstwo ucierpiało i który dostał 85 złotych"
– wyliczał Czarnek.
I kontynuował: "mamy mieszkańców Bodzanowa, których tereny rolne, pola, sady są nieuprawiane albo uprawiane w dużo mniejszym zakresie, ponieważ nie dostali żadnej pomocy na to, żeby odbudować się po powodzi. I mamy mieszkańców Bodzanowa, którzy widzą jakiekolwiek, chociażby te roboty, które też są ważne, ale nie mogą być incydentalne. Wykoszenie rowu, który kilkanaście dni temu znów tutaj zalał tę drogę. Mamy mieszkańców Bodzanowa, którzy liczą na to, że będziemy przyjeżdżać częściej, to może częściej cokolwiek będzie tutaj robione".
Jak podkreślił - "to jest rzeczywistość koalicji 13 grudnia dzisiaj".
Przyznał też: "cieszymy się, że Prokuratura Europejska robi w tej sprawie, podejmuje czynności i liczymy na to, że ten wierzchołek góry lodowej, który dopiero mamy na powierzchni, będzie w całości obnażony i cała ta góra wyłudzeń, oszustw, okradania zwykłych Polaków, którzy czekają na pomoc powodziową, będzie ujawniona".
Cieszymy się, że CBA podejmuje czynności. Pytamy tylko, co się działo przez dwa lata, bo te służby podlegają temu rządowi, który jest w większości złożony z funkcjonariuszy i prominentów Koalicji Obywatelskiej. Przypomnę, że ludzie, którzy zostali zatrzymani, są ściśle powiązani z Koalicją Obywatelską. Więc co się działo przez dwa lata, że pieniądze nie trafiły do choćby pana Kazimierza czy ludzi z Bodzanowa, a trafiły do tych, którzy ich nie potrzebowali i wyłudzili? Jaki to był proceder? Jaka była skala procederu i dlaczego rządzący, skoro o tym wiedzieli, a wiedzieli, nic w tej sprawie nie zrobili? Liczymy na to, że służby będą działały z jeszcze większą skrupulatnością w tej sprawie, bo jest to niegodziwość nieprawdopodobna.
– ocenił kandydat PiS na premiera.