W październiku ub.r. kandydat wenezuelskiej opozycji Henrique Capriles Radonski przegrał w wyborach prezydenckich z Hugo Chavezem. Wkrótce zapewne znów stanie do walki wyborczej, a jego kontrkandydatem będzie wiceprezydent Nicolas Maduro.
40-letni Capriles, centrysta, gubernator stanu Miranda, postrzega Brazylię z jej polityką gospodarczą i społeczną jako model do naśladowania przez Wenezuelę. Jest niemal pewnym kandydatem opozycji w wyborach prezydenckich. Jednak pokonanie Maduro, którego osobiście namaścił jeszcze pod koniec ub. Roku sam Chavez może okazać się niezwykle trudne.
Po śmierci Chaveza, Capriles nie ogłosił jeszcze, że zamierza ubiegać się o najwyższe stanowisko w państwie. Złożył kondolencje i apeluje o jedność w społeczeństwie, spolaryzowanym po 14 latach rządów Chaveza. W kwestiach polityki zagranicznej Capriles chce schłodzenia stosunków Wenezueli z dalekimi sojusznikami z ery Chaveza, takimi jak Iran i Białoruś. Opowiada się też za wstrzymaniem subsydiowania cen ropy, dostarczanej takim politycznym sojusznikom jak Kuba, a jednocześnie jest zwolennikiem poprawy stosunków z Zachodem, zwłaszcza ze Stanami Zjednoczonymi.
Z kolei 50-letni Maduro trzymał się prostej strategii, w ostatnim czasie kopiował politykę, styl, a nawet retorykę Chaveza. Jest niemal pewne, że teraz będzie postępował tak samo, próbując wygrać wybory prezydenckie i odziedziczyć wierną Chavezowi rewolucję socjalistyczną.Panuje powszechne przekonanie, że jako prezydent kontynuowałby radykalną politykę Chaveza, w tym nacjonalizację przedsiębiorstw, zaostrzanie kontroli państwa nad gospodarką, a także wspieranie finansowo sojuszników, takich jak komunistyczna Kuba. W dziesiątkach wystąpień telewizyjnych Maduro sławił socjalistyczny model państwa w wydaniu Chaveza.