Powiernictwo Polskie już od wielu lat prowadzi swoją działalność w odpowiedzi na inicjatywy niemieckiego Powiernictwa Pruskiego. Przedstawiciele Powiernictwa Polskiego działają w interesie osób, które utraciły swój majątek w wyniku działań wojennych, represji i wysiedleń dokonanych przez III Rzeszę na ziemiach polskich oraz strat poniesionych przez dawnych obywateli polskich zamieszkujących obecnie na terytoriach krajów dawnego ZSRR (w Polaków wysiedlonych z przedwojennych obszarów Polski).
Problemy Powiernictwa Polskiego rozpoczęły się, gdy w 2007 roku stowarzyszenie w proteście przeciwko corocznemu zjazdowi Związku Wypędzonych przygotowało i rozsyłało do niemieckich polityków i instytucji plakat, na którym obok Eriki Steinbach umieszczono żołnierza SS i germańskiego rycerza. Ulotka była parafrazą plakatu rekrutacyjnego Waffen-SS, choć Powiernictwo tłumaczyło, że jej treść nawiązuje bezpośrednio do niemieckiej idei „Drang nach Osten” (pojęcia określającego politykę niemieckiej ekspansji terytorialnej na tereny słowiańskie i nadbałtyckie, stosowane).
Jak informuje dziennikbaltycki.pl Sprawa ostatecznie trafiła do niemieckiego sądu, który orzekł, że polskie stowarzyszenie ma zapłacić na rzecz Eriki Steinbach 50 tys. euro oraz ponieść koszty procesowe. W rozmowie z portalem niezalezna.pl kierująca Powiernictwem Polskim senator PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk alarmuje, że cała sprawa jest ewidentnym przykładem ograniczania wolności słowa i suwerenności Polski.
- Jestem w czasie podejmowania decyzji co dalej będzie z stowarzyszeniem Powiernictwo Polskie. Problem jest jednak szerszy, a ta sprawa to przykład ograniczania wolności słowa i suwerenności Polski. Tu chodzi o istnienie takich stowarzyszeń jak moje, które walczy w interesie Polski. Proszę pamiętać, że mamy przeciwko sobie potężną machinę jaką jest Związek Wypędzonych. W ciągu kilku tygodni podjęte zostaną decyzje, o których na pewno poinformuję opinię publiczną – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Arciszewska-Mielewczyk.