10 stycznia podejrzewany o dokonane dzień wcześniej zabójstwa Andrzej B. ostrzelał nieoznakowany radiowóz z policjantami obserwującymi jego mieszkanie. Policja podjęła negocjacje, które nie przyniosły rezultatu. Dopiero po wielu godzinach na miejsce przybyli antyterroryści, którzy w nocy weszli do mieszkania. Znaleźli tam zwłoki B. i jego partnerki Kamili M. Wstępne ustalenia wskazują, że popełnili oni samobójstwo w momencie wejścia policjantów lub tuż przedtem.
Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że – komendant rzeszowskiej policji w czasie tragicznych zajść przebywał w Zakopanem, gdzie wraz z komendantem głównym Policji Markiem Działoszyńskim gościł na zaproszenie marszałka i wojewody woj. małopolskiego. Brał udział m.in. w kuligu i imprezie zorganizowanej w pensjonacie „Sabała” należącym do Andrzeja Guta-Mostowego, jednego z majętniejszych posłów Platformy Obywatelskiej.
Wątpliwości posłów wzbudziło też to, że w Sanoku od początku akcji nie było antyterrorystów. Pojawili się dopiero po kilku godzinach.
Zdaniem posła PiS-u Tomasza Kaczmarka w całej akcji zabrakło profesjonalizmu. – Gdyby od początku na miejscu byli policjanci z wydziału techniki operacyjnej, tragedii można by było uniknąć. Skończyło się na tym, że funkcjonariusze kryminalni zostali ostrzelani z okna. Gdyby wówczas na miejscu był snajper z Biura Operacji Antyterrorystycznych, mógłby w tym momencie oddać strzał, każde inne tłumaczenie to bzdury – uważa były agent CBA.
Kaczmarek złożył do prokuratora generalnego zawiadomienie ws. przekroczenia uprawnień i niedopełniania obowiązków m.in. przez komendanta głównego i komendanta wojewódzkiego w Rzeszowie. Wcześniej śledztwo w sprawie działań policji wszczęła podkarpacka prokuratura.
Cały artykuł ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie”