W śródmieściu Aten doszło do starć, kiedy zakapturzeni młodzi ludzie zaczęli rzucać butelkami i kamieniami w policjantów w pełnym rynsztunku, którzy odpowiedzieli kilkoma salwami gazu łzawiącego.
Według agencji Reutera przez większość czasu demonstracja przebiegała pokojowo, a na ulice wyszło ponad 60 tys. osób. To największy od miesięcy protest przeciwko oszczędnościowej polityce rządu. Wprowadzenie drastycznych oszczędności jest warunkiem udzielenia Grecji międzynarodowej pomocy przez Unię Europejską i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, które już dwukrotnie udzielały Atenom środków ratujących kraj przed bankructwem, opiewających na ponad 200 mld euro.
Zorganizowany przez dwa największe związki zawodowe strajk generalny sparaliżował cały kraj. Do strajku przyłączyli się m.in. kierowcy autobusów, maszyniści i pracownicy banków. Promy nie wypłynęły z portów, zamknięto szkoły publiczne, a na dyżurach w szpitalach pracuje tylko niezbędny personel.
Kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów maszerowało w kierunku parlamentu trzymając transparenty z z hasłami: „Nie zostaniemy niewolnikami w XXI wieku”, bijąc w bębny i skandując „Rabusie! Rabusie!".