Tysiąc, której lekarze odmówili przeprowadzenia zabiegu aborcji, wytoczyła za podobne sformułowania proces publicyście Tomaszowi Terlikowskiemu, który krytykował wykorzystywanie przez nią swojej próby dokonania aborcji w działalności politycznej.
– 130 tys. to jeszcze mało – powiedziała nam Tysiąc przed rozprawą w Sądzie Okręgowym w Warszawie. – Terlikowski w książce, którą wydał porównał mnie do nazistów. Wziął za to pieniądze – dodała radna SLD.
Mecenas Piotr Kwiecień broniący Terlikowskiego podczas rozprawy stwierdził, że wypowiedzi publicysty nie można rozpatrywać bez kontekstu debaty politycznej w Polsce. Wskazał, że porównania do hitlerowców są wciąż stosowane w sporze politycznym dla dezawuowania drugie strony.
Podał za przykład wypowiedź Leszka Millera – szefa partii, którą Tysiąc reprezentuje w stołecznej Radzie Miasta. Lider lewicy w październiku ub. roku nazwał obrońców życia „hitlerowcami”. Mecenas Kwiecień cytował też pisarza Pawła Huelle, który nazwał ks. Jankowskiego „Gauleiterem i Volksdeutschhem”. Sądy uznały później prawomocnie, że Huelle miał prawo tak mówić. Teraz Tysiąc chce, by sądy odmówiły prawa do wypowiedzi w podobnym tonie krytykom zabijania dzieci nienarodzonych.
Prowadząca rozprawę sędzia Agnieszka Bedyńska-Adamczyk dopuściła część dowodów strony pozwanej – w tym opinię politologa prof. Zbigniewa Stawrowskiego na temat wykorzystywania przez Tysiąc swoich traumatycznych przeżyć związanych z chęcią dokonania aborcji do ściśle politycznej działalności.
Dowodem w sprawie ma być również polityczne nastawienie Tysiąc utrwalone w nagraniu wywiadu z nią przez telewizję TVN. W wywiadzie Tysiąc opisuje szczegóły swojej działalności, swoich tragicznych przeżyć, za sprawą których zaistniała później w polityce.
Prawnicy Tysiąc odpierali w sądzie zarzut, że sprawa o naruszenie dóbr osobistych radnej się przedawniła. Biorąc pod uwagę datę wydania książki – sprawa jest nieaktualna, lecz Tysiąc twierdzi że książkę przeczytała dopiero w 2010 lub 2011 r. Sąd przychylił się do jej wyjaśnień.
– Powódka wygrała wcześniej proces z "Gościem niedzielnym". Myślę, że powódka chce kontynuować tę linię, by ustalać w sądzie, co można a czego nie powiedzieć na temat jej działalności – mówił po rozprawie Codziennej mec. Kwiecień.
– Chciałaby z jednej strony występować jako osoba publiczna, a z drugiej zachować pełną prywatność. Jeśli ktoś decyduje się zaistnieć w polityce i robi ze swych traumatycznych przeżyć sztandar polityczny, to powinien godzić się na krytykę – mówił mecenas.
Kliknij poniżej i zobacz relację naszego reportera:
