Na razie mecenas Rafał Rogalski wystąpi o przesłanie przez prokuraturę uzasadnienia decyzji śledczych. Już jednak zapowiedział, że przygotowuje zażalenie, bo niepodjęcie tego śledztwa ocenie jako „całkowicie niezrozumiałe”. - Z pewnością możemy mówić o tym, że osoba nieuprawniona zapoznawała się z zawartością poczty głosowej w sposób zupełnie nieuprawniony - mówi Rogalski.
Dostęp do poczty może mieć tylko właściciel telefonu lub - po jego śmierci - osoby uprawnione, czyli najbliżsi.
Mecenas Rogalski dodaje, że widział prezydencki telefon po tym, jak Rosjanie przysłali go do Polski. - Karta SIM nie była uszkodzona, nie była też złamana, ani spalona - mówi. Według prawnika, można z niej było korzystać po przełożeniu do innego aparatu.
Jak ujawniono w sobotę, po katastrofie smoleńskiej ktoś na terenie Rosji dzwonił z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ustaliła, że łączono się z pocztą głosową.
Jak wynika z ustaleń „Naszego Dziennika” telefon uruchamiano tuż po katastrofie – 10 kwietnia 2010 r. o g. 10:46 oraz dzień później o g. 12:40 i 16.20.
Prokuratura wojskowa uznała, że można tu mówić jedynie o dzwonieniu na cudzy koszt (Kancelarii Prezydenta), a nie o wykradaniu informacji i przekazała sprawę cywilnym śledczym. Ostatecznie stwierdzono, że nie doszło do popełnienia przestępstwa.