- Jestem po ludzku wzruszony. Trawestując anegdotę o Fryderyku Wielkim i młynarzu, który miał powiedzieć: „Są jeszcze sądy w Berlinie”, ja mogę powiedzieć: „Są jeszcze sądy w Gdańsku”. Wałęsa dostał nauczkę, że nie może bezkarnie obrażać ludzi i zmieniać im życiorysów, że nie jest nadczłowiekiem. Ten wyrok to zwycięstwo wielu ludzi, którzy bez rozgłosu działali w podziemiu, "Solidarności" lub Niezależnym Zrzeszeniu Studentów, a o których Lech Wałęsa zapomniał - mówi portalowi Niezalezna.pl Ryszard Czarnecki.
Przeprosiny mają ukazać się na łamach „Dziennika Gazeta Prawna” oraz na jego stronach internetowych. Czarnecki nie domagał się od Wałęsy zadośćuczynienia finansowego.
Czarnecki wytoczył Wałęsie proces za jego wypowiedź z maja 2009 r. w programie TVN24. B. prezydent powiedział wówczas o Czarneckim, że ten „nie walczył o wolną Polskę, przyjechał, kiedy Polska była już gotowa”. Europoseł mówił przed sądem, że jako członek władz NZS na Uniwersytecie Wrocławskim był w latach 80. kilkakrotnie represjonowany. Przewodnicząca składu sędziowskiego Bogusława Szeruga podkreśliła w uzasadnieniu wyroku, że aktywność opozycyjna Czarneckiego w stanie wojennym jest bezsprzeczna. Kwestionowanie tego stanu rzeczy „z całą pewnością” narusza dobre imię i godność osobistą europosła - powiedziała.
- Wypowiedź pozwanego nie wynikała ze złej woli. Tak jednak zasłużona, szanowana i słuchana na całym świecie osoba nie może posługiwać się w debacie publicznej niesprawdzonymi informacjami – powiedziała sędzia.
W grudniu 2011 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku oddalił powództwo Czarneckiego, uznając, że nie doszło do naruszenia dóbr osobistych. Eurodeputowany PiS odwołał się od tego wyroku.

