„Nie będziemy krajem kolonialnym. Sami będziemy decydowali o naszej przyszłości. Domagamy się równego traktowania w Europie” – mówił premier Orbán w czwartek w Budapeszcie. I dał receptę: „Nie możemy jednak użalać się nad sobą. Do zwycięstwa potrzeba odwagi i siły”. Na to, by takie słowa padły z ust polskiego premiera, przyjdzie nam jeszcze poczekać. Donald Tusk może i jest mężem, ale z pewnością nie stanu. Węgry czekały na Orbána osiem lat. Miejmy nadzieję, że na polskiego męża stanu przyjdzie nam czekać znacznie krócej.
