Rozprawa została odroczona na podstawie zaświadczenia o złym stanie zdrowia oskarżonego Aleksandra L. Właśnie ze względu na zły stan zdrowia oskarżonego rozprawa była dwukrotnie przerywana. Ostatecznie sąd przychylił się do wniosku i wyznaczył następny termin rozprawy na 11 kwietnia.
Sąd poinformował, że do przesłuchania jest kilkudziesięciu świadków. W związku ze śmiercią płk. Tobiasza, sąd stwierdził, że musi otrzymać zaświadczenie zgonu i oświadczył, że w związku z zaistniałą sytuacją w toku procesu odczytane zostaną zeznania płk. Tobiasza z postępowania przygotowawczego w prokuraturze.
Jak ustalił nasz reporter, na sali nie był obecny prokurator prowadzący sprawę. Zastępował go natomiast prokurator kompletnie nie znający sprawy. Wielokrotnie pytany przez sąd o szczegóły związane z procesem, odpowiadał jedynie, że nie zna odpowiedzi na pytania.
Pytania sądu dotyczyły dwóch tajemniczych wniosków przesłanych przez prokuraturę.
Jeden z wniosków mówił o naciskach wywieranych na prokuraturę, a drugi był niejako „doniesieniem” o winie Wojciecha Sumlińskiego. Sąd nie rozumiał w jakim charakterze wnioski zostały wysłane, a obecny na sali prokurator nie potrafił tego w żaden sposób wyjaśnić.
1 marca płk Tobiasz po raz pierwszy miał zeznawać przed sądem w sprawie rzekomej korupcji przy weryfikacji żołnierzy WSI, miała się też odbyć jego konfrontacja z Bronisławem Komorowskim.
Jak ustaliliśmy - płk Tobiasz w noc10 lutego bawił się na imprezie integracyjnej mazowieckiej komendy Ochotniczych Hufców Pracy. Podczas tańca upadł, uderzył głową w parkiet i stracił przytomności. O jego śmierci jako pierwszy poinformował portal Niezależna.pl.
Pułkownik był najważniejszym świadkiem w całej sprawie – na podstawie jego zeznań doszło do przeszukania domów członków komisji weryfikacyjnej: Piotra Bączka i Leszka Pietrzaka. Od chwili wszczęcia śledztwa do momentu tego przeszukania ABW prowadziła działania operacyjne, podsłuchiwała rozmowy i stosowała obserwację m.in. historyka Sławomira Cenckiewicza i politologa Piotra Woyciechowskiego.
Śledztwo zostało wszczęte „w sprawie ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej Agora informacji stanowiących tajemnicę państwową w postaci treści aneksu do raportu w sprawie działalności Wojskowych Służb Informacyjnych” – ten zapis zniknął jednak w późniejszej fazie śledztwa.
Afera marszałkowa zaczęła się jesienią 2007 r. od wizyty płk. Leszka Tobiasza w gabinecie ówczesnego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Żołnierza WSI z parlamentarzystą skontaktowała posłanka Platformy Jadwiga Zakrzewska, która dziś zasłania się niepamięcią. – Nie wiem, o czym pan mówi – powiedziała zdenerwowana i rozłączyła się. Kilka miesięcy później okazało się, że płk Leszek Tobiasz nagrywał swoich rozmówców – część nagrań z afery marszałkowej trafiła do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie.
Ostatecznie okazało się, że wszczęte śledztwo było prowokacją wymierzoną w Komisję Weryfikacyjną i jej szefa Antoniego Macierewicza, a w związku z rzekomą korupcją oskarżono dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego i pułkownika byłych WSI Aleksandra L., który dobrowolnie poddał się karze.
– Jestem niewinny, a cała sprawa jest prowokacją. Zamierzałem to wykazać podczas przesłuchania płk. Tobiasza i podczas jego konfrontacji z Bronisławem Komorowskim. Była ona konieczna, ponieważ są istotne rozbieżności w ich zeznaniach – podkreśla Wojciech Sumliński.