We wtorek śródmiejska prokuratura postawiła Jackowi T. zarzut spowodowania pożaru, który zagrażał życiu i zdrowiu wielu osób oraz spowodował znaczne straty. Prokurator wystąpił też do sądu z wnioskiem o areszt, ten jednak uznał, że wystarczającym środkiem zapobiegawczym będzie dozór policyjny.
"Prokuratura zdecydowała, że złoży zażalenie na tę decyzję sądu. W naszej opinii istnieje bowiem ryzyko, że podejrzany będzie próbować wpływać na świadków, którzy złożyli zeznania w tej sprawie, i mataczyć w śledztwie. Areszt uzasadniony jest też karą, która grozi za zarzucony czyn Jackowi T. - do 10 lat pozbawienia wolności. Istnieje też ryzyko, że ponownie dopuści się tego samego przestępstwa, tym bardziej, że był już wcześniej aresztowany w związku z podpaleniem aut" - powiedział Dariusz Ślepokura z warszawskiej prokuratury okręgowej.
Zażalenie zostało przekazane do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia (który zdecydował o dozorze), a ten przekaże je do warszawskiego sądu okręgowego.
Chodzi o podpalenia, do których doszło w sobotni wieczór w śródmieściu. Zniszczonych zostało w sumie siedem aut. Policja, po analizie m.in. zapisów z kamer z ulicznego monitoringu i przesłuchaniach świadków, zatrzymała Jacka T. 23-latek nie przyznaje się do winy.
Mężczyzna był w przeszłości notowany za podobne przestępstwa. W 2011 r. został zatrzymany po serii podpaleń kilku aut na terenie Warszawy.
"W zeszłym roku w Śródmieściu i Ursusie po dużej imprezie sportowej podpalił łącznie dziewięć pojazdów. Wtedy usłyszał zarzuty i został tymczasowo aresztowany" - powiedział rzecznik KSP Maciej Karczyński.
Ojciec Jacka T. to znany adwokat, członek władz PZPN, zatrzymany w listopadzie przez funkcjonariuszy CBA razem z gen. Cz. za nadużycia przy prywatyzacji. Podobnie jak jego syn szybko odzyskał wolność po wpłaceniu - bagatela - 1,5 mln zł kaucji.