Według informacji dziennika, mimo, że szef rządu znał wcześniej główne tezy przemówienia, to nie docenił jego wagi i zbagatelizował skutki.
- Nie zdawał sobie sprawy z tego, jaki rezonans wywołają słowa szefa dyplomacji, jakie to wzbudzi protesty - mówi jeden z posłów PO.
Jak dodaje, „Tusk został po prostu zaskoczony”.
- Teraz ma pretensje do Sikorskiego, że został wsadzony przez niego na minę i musi szukać sposobu wyjścia z afery bez szwanku dla wizerunku rządu i swojego – mówi polityk PO.
Inny z parlamentarzystów PO podkreśla, że według najbliższych współpracowników premiera znowu dało o sobie znać „rozbudowane ego” Sikorskiego.
- Premier milczał do wczoraj. Nie zabierał głosu, bo ze współpracownikami analizował, jakie szkody dla rządu przyniosło przemówienie Sikorskiego i w jaki sposób odpowiedzieć na ataki opozycji - stwierdza osoba z kancelarii premiera.
Według „Naszego Dziennika”, szef MSZ planował „dać odpór” krytykom, ale Tusk zabronił mu publicznego wypowiadania się w tej sprawie i ta cisza może trwać do 14 grudnia, do sejmowej debaty na temat polityki zagranicznej. Według „Naszego Dziennika” Donald Tusk gra na czas w nadziei, że sytuacja nieco się uspokoi i emocje opadną.
