Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

„Rzeczpospolita”: kondominium niemieckie

Wicenaczelny „Rzeczpospolitej” Andrzej Talaga kreśli futurystyczne wizje.

Autor:

Wicenaczelny „Rzeczpospolitej” Andrzej Talaga kreśli futurystyczne wizje. Jego zdaniem w obliczu kryzysu nad Europą powstanie kondominium niemiecko-rosyjskie, a Polska powinna ulokować swoje interesy w Niemczech.

- Mijający tydzień aż huczał od nowych koncepcji urządzenia Europy nie tylko na Zachodzie, ale i na Wschodzie. Z kakofonii projektów wyłania się obraz przypominający nieco nocną marę prezesa Kaczyńskiego, czyli niemiecko-rosyjskie kondominium. Nie tyle nad Polską, ile nad całą Europą. Pierwsze wrażenie jest jednak mylne. Chodzi nie tyle o klasyczne kondominium, ile krystalizację politycznej drobnicy wokół dwóch ośrodków dominacji gospodarczej – Berlina i Moskwy. Polska nie ma dużego wyboru, gdzie powinniśmy lokować swoje interesy. W Niemczech – napisał wicenaczelny „Rzeczpospolitej”.

W dalszej części tekstu Talaga analizuje gospodarcze aspekty kryzysu w Europie i dochodzi do wniosku, że Polska ma marne szanse na zasiadanie w gronie europejskich decydentów.

- Polska nie jest europejskim planktonem skazanym na pożarcie, ale nie jest też rekinem. Możemy jedynie udawać grubą rybę, jeśli będziemy płynęli w tym samym kierunku co najpotężniejsze żarłacze. Nigdy w przeciwnym. Krystalizacja Europy wokół dwóch jąder już się rozpoczęła. Brakuje nam środków, by ją powstrzymać na Wschodzie, silniejsze argumenty ma tam Moskwa. Na kierunku zachodnim zaś pozostajemy poza strefą euro i nie mamy wiele do powiedzenia ani w sprawie jej reformy, ani kierunku zmian. Możemy co najwyżej lekko korygować swoją pozycję, jak pływak porwany przez nurt silniejszy od jego ramion. - uważa Talaga.

Według wicenaczelnego „Rzeczpospolitej” Polska nie ma potencjału ani środków, aby pozostawać pomiędzy nową UE pod wodzą Niemiec a Unią Eurazjatycką z centrum w Moskwie. Dlatego zdaniem Talagi Polska powinna najwyraźniej zrezygnować ze swojej suwerenności i nie mając praktycznie żadnego innego wyboru, powinna przystąpić do kondominium niemieckiego.

- Do Unii Eurazjatyckiej nie wstąpimy, nie mamy też potencjału Wielkiej Brytanii, by pozwolić sobie na stanie na uboczu przemian. Za dekadę możemy się znaleźć pomiędzy nową UE pod wodzą Niemiec i Unią Eurazjatycką z centrum w Moskwie. To zbyt niebezpieczna pozycja, by w niej trwać zbyt długo. W dalszej perspektywie korzystny jest dla nas tylko jeden wybór, choć może nas niemało kosztować w krótkim okresie – wstąpienie do Europy „niemieckiej” z rządem gospodarczym, wspólną polityką fiskalną, może nawet jedną armią. Czas przełomu w Unii sprzyja wynegocjowaniu jak najkorzystniejszych warunków akcesji. Inaczej nigdy nie zagościmy w klubie decydentów. Pozostaniemy klientami, pyszniącymi się co najwyżej swoją suwerennością, która zresztą i tak będzie mocno ograniczona. - sugeruje wicenaczelny „Rzeczpospolitej”.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska