Zdaniem byłego pilota z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, wbrew temu co możemy przeczytać w „Newsweeku”, naciśnięcie przycisku „zachod” oraz „glisada” w trakcie procedury odejścia w reżimie automatycznym, wcale nie aktywuje „uchodu” i jest niezgodne z instrukcją.
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” były pilot 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego podkreśla, że załoga Tu-154M doskonale znała procedury dotyczące aktywowania przycisku „uchod” i z pewnością nie postępowała niezgodnie z przepisami. Rozmówca „Naszego Dziennika” podkreśla, że piloci 36. Specpułku nie byli pilotami doświadczalnymi i nigdy nie eksperymentowali w czasie lotów, zwłaszcza z ViP-ami na pokładzie.
Piloci latający na Tu-154M podkreślają, że nie ma możliwości naciśnięcia „uchodu” bez jego wcześniejszego uzbrojenia.
- Pierwsze wnioski po raporcie MAK były takie, że Protasiuk wykorzystał system, który nie powinien być wykorzystany na takim lotnisku jak Siewiernyj, bo było ono pozbawione systemu ILS. On jednak go wykorzystał i dlatego doprowadził do katastrofy. Teraz mamy inwersje tej tezy: rzekomo nie włączył tego sytemu i skutkiem była katastrofa. Czyli włączając „uchod”, doprowadził do katastrofy i jeśli tego nie zrobił, też doprowadził do katastrofy. To jakiś absurd – tłumaczy w rozmowie z „Naszym dziennikiem” pilot, który wylatał wiele godzin na lewym fotelu dowódcy w tupolewie.
Ponadto zdaniem pilota przez rok lansowano tezę, zgodnie z którą z w przypadku lotniska niewyposażonego w ILS po aktywowaniu przycisku „uchod” samolot nie ma szans na nabranie wysokości w systemie automatycznego odejścia.
Okazało się jednak, co potwierdziły eksperymenty komisji Millera, że wcale tak nie jest, a samolot może odejść na drugi krąg w automacie nawet w przypadku lotniska bez systemu ILS.
- Udowodnione jest, że tupolew odejdzie w automacie bez ILS. Wystarczyło mieć tylko uzbrojonego autopilota, PN-5 i PN-6 i to wszystko, samolot idzie wtedy do góry. Tu-154M o numerze bocznym 101 nabierał wysokości – tłumaczy rozmówca „Naszego Dziennika”.
Pilot uważa, że sprawa ma charakter polityczny i nikt nie dąży do jej wyjaśnienia, niezależnie od tego, że zginął prezydent. Według rozmówcy „Naszego Dziennika”, komisja Millera powinna podać informację o kącie położenia maszyny i prędkości na wznoszeniu.