Po katastrofie smoleńskiej głośno dyskutowano na temat zaniechania szkoleń na symulatorach lotu. To właśnie tam piloci mają możliwość ćwiczenia sytuacji, których nie da się zaaranżować w prawdziwej maszynie (np. pożary i awarie sprzętu). Okazuje się jednak, że jedyny symulator Tu-154 i tak diametralnie różni się od maszyny, którą latają Polacy.
Różnice w wyposażeniu powodują, że niezbędne są dodatkowe szkolenia różnicowe, zarówno przed jak i po nauce na symulatorze. Zupełnie inny rozkład przyrządów, a niekiedy ich różne działanie może utrudniać instynktowne działanie w razie niebezpieczeństwa.
Sami Rosjanie przyznają, że mają poważne wątpliwości co do szkolenia polskich pilotów na tym symulatorze, jednak zgodnie podkreślają, że pomimo różnic w wyposażeniu i obsłudze, symulator pozwala odtworzyć sytuacje, których nie można przećwiczyć w prawdziwym samolocie ze względu na zbyt duże ryzyko.
Czy polscy piloci będą szkolić się na symulatorze w podmoskiewskim ośrodku? Do tej pory kontrakt w tej sprawie nie został podpisany.