Kłamliwy atak Sikorskiego na prezydenta
Jakub Kumoch, reprezentujący Polskę w Chinach, oraz Paweł Soloch, pełniący misję dyplomatyczną w Rumunii, zdecydowali się ustąpić ze stanowisk w związku z wydarzeniami wokół Trybunału Konstytucyjnego.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
W piątek 30 października Kumoch ogłosił, że sytuacja w kraju uniemożliwia mu dalsze sprawowanie funkcji. Kilka godzin później podobną decyzję podjął Soloch, który wprost wskazał na próbę sprzecznego z prawem przejęcia TK.
Do decyzji dyplomatów odniósł się Radosław Sikorski. Szef MSZ początkowo przekonywał, że ambasadorowie nie zrezygnowali samodzielnie, lecz byli do tego nakłaniani przez pracowników Kancelarii Prezydenta.
W poniedziałek 2 listopada wicepremier poszedł jednak o krok dalej. Podczas rozmowy z dziennikarzami w Sejmie stwierdził, że do odejścia ze stanowisk miał ich nakłaniać rzekomo osobiście Karol Nawrocki.
Myślałem, że to personel pana prezydenta nakłaniał ambasadorów do rezygnacji ze stanowisk, do porzucenia swojej misji. Okazało się, że robił to osobiście prezydent
– oświadczył Sikorski.
Dopytywany, skąd ma informacje na ten temat, Sikorski odparł jedynie: „mamy tę wiedzę w MSZ”.
Mocna odpowiedź na kłamstwa Sikorskiego. "Strach przed odpowiedzialnością"
Na zarzuty wicepremiera stanowczo zareagował Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP. We wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych podkreślił, że zarówno Jakub Kumoch, jak i Paweł Soloch samodzielnie zdecydowali o zakończeniu swoich misji dyplomatycznych, a powody tych decyzji zostały przez nich publicznie przedstawione.
Ambasadorowie Kumoch i Soloch podjęli decyzję o swojej rezygnacji i podali przyczyny takiej decyzji. Jak wskazują dyplomaci, wobec łamania prawa w Polsce przez Rząd Donalda Tuska i wicepremiera Radosława Sikorskiego - nie widzieli możliwości dalszego legitymizowania swoją obecnością takiej polityki. Kto zna tych ambasadorów, wie, że decyzje podejmują samodzielnie
– napisał Przydacz.
W dalszej części wpisu Przydacz bezpośrednio odniósł się do oskarżeń Sikorskiego.
Insynuowanie i oskarżenia pana Sikorskiego, jakoby było to efektem nacisków, nie znajdują potwierdzenia w faktach. Są kłamstwem. Nie pierwszy raz w wydaniu tego polityka
– stwierdził.
Zdaniem Przydacza wypowiedzi szefa MSZ mogą wynikać z obaw przed konsekwencjami działań podejmowanych przez obecny rząd.
Najpewniej to wynik strachu przed odpowiedzialnością za decyzje swoje i swojego szefa
- ocenił.
Wskazał też, że jest to "próba odwrócenia uwagi od realnego problemu, jakim jest brutalne i siłowe przejęcie kontroli nad ważnym organem konstytucyjnym" a także przypomniał, iż "czyn taki zagrożony jest zgodnie z polskim kodeksem karnym do 20 lat pozbawienia wolności".
Ambasadorowie Kumoch i Soloch podjęli decyzję o swojej rezygnacji i podali przyczyny takiej decyzji. Jak wskazują dyplomaci, wobec łamania prawa w Polsce przez Rząd D. Tuska i wicepremiera R. Sikorskiego - nie widzieli możliwości dalszego legitymizowania swoją obecnością takiej polityki. Kto zna tych ambasadorów, wie, że decyzje podejmują samodzielnie. Insynuowanie i oskarżenia pana Sikorskiego, jakoby było to efektem nacisków, nie znajdują potwierdzenia w faktach. Są kłamstwem. Nie pierwszy raz w wydaniu tego polityka. Najpewniej to wynik strachu przed odpowiedzialnością za decyzje swoje i swojego szefa. To próba odwrócenia uwagi od realnego problemu, jakim jest brutalne i siłowe przejęcie kontroli nad ważnym organem konstytucyjnym. Czyn taki zagrożony jest zgodnie z polskim kodeksem karnym do 20 lat pozbawienia wolności.
— Marcin Przydacz (@marcin_przydacz) November 2, 2026