- Jesteśmy dzisiaj w bardzo trudnej sytuacji, gdzie właściwie polski program edukacji, już nawet podstawy programowej, przestaje istnieć - oceniła Jolanta Dobrzyńska z prezydenckiej Rady do spraw Rodziny, Edukacji i Wychowania, ekspert do spraw edukacji. "Wszyscy mają się uczyć wspólnie i to już nawet nie w szkołach, a w klasach. Z tym chaosem mamy do czynienia od kilku lat i ten chaos jest celowy" -zaznaczyła.
Jak powiedział dziennikarzom przewodniczący Rady prof. Andrzej Waśko, w czwartek odbyło się trzecie z kolei posiedzenie "poświęcone problematyce wpływu europejskiego obszaru edukacji i polityk unijnych na Polski system edukacyjny". Wzięli w nim udział przedstawiciele kilkunastu organizacji społecznych, pedagogicznych, nauczycieli, rodziców oraz grup zawodowych związanych z oświatą.
Członek rady i ekspert do spraw edukacji Jolanta Dobrzyńska wyraziła obawę, że poziom nauczania się obniża.
"Polska podstawa programowa, niektóre programy nauczania z nią związane, a nawet sama struktura podstawy programowej już jest obca. Ona już wskazuje na potrzebę sprawdzania umiejętności uczniów, a nie kształcenie ich intelektu, co potem skutkuje obniżeniem poziomu nauczania"
- powiedziała Dobrzyńska. "To wszystko za przyczyną edukacji włączającej. Jest to bardzo zwarty program przekształcania polskiej edukacji, ale przekształcania destrukcyjnego" - oceniła.
Dodała, że poprzez edukację włączającą "zmienia się podstawowy cel szkoły".
"W edukacji włączającej nie jest nim kształcenie i wychowanie, jest nim inkluzja społeczna, czyli uczniowie w mieszanych klasach, gdzie będą razem z uczniami niepełnosprawnymi, niepełnosprawnymi intelektualnie, nawet w stopniu ciężkim, z uchodźcami wszelkiego rodzaju, w mieszance takiej międzynarodowej, z młodzieżą LGBT. W tej mieszance mają się uczyć z założenia, czyli likwidowane są szkoły specjalne"
- tłumaczyła.
"Wszyscy mają się uczyć wspólnie i to już nawet nie w szkołach, a w klasach. Z tym chaosem mamy do czynienia od kilku lat i ten chaos jest celowy" - oceniła Dobrzyńska.
Przewodnicząca stowarzyszenia "Nauczyciele dla Wolności" Agnieszka Pawlik-Regulska komentowała obowiązujące od kwietnia przepisy, zgodnie z którymi w szkole podstawowej prace domowe nie są obowiązkowe, z nielicznymi wyjątkami, a zamiast oceny za taką pracę uczeń ma otrzymać informację, co zrobił dobrze, a co źle. Takie rozwiązanie wprowadziło Ministerstwo Edukacji Narodowej kierowane przez Barbarę Nowacką (KO).
"Kiedy pani minister Nowacka uraczyła nas rozporządzeniem, które w ciągu roku szkolnego zdecydowało o tym, że my jako nauczyciele w zasadzie możemy zadawać uczniom prace domowe, ale one są nieobowiązkowe i nie możemy ich oceniać, to przelała się czara goryczy. Zostaliśmy postawieni pod murem, wykazano, że nie mają do nas zaufania"
- powiedziała.
- W naszej "Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły" mamy powyżej 70 organizacji - dodała Agnieszka Pawlik-Regulska. Poinformowała, że zrzeszone organizacje złożyły petycję do prezydenta Andrzeja Dudy, aby wnioskował do Trybunału Konstytucyjnego o sprawdzenie zgodności rozporządzenia o pracach domowych z Prawem oświatowym i konstytucją.
"Widzimy też zagrożenie w planach wprowadzenia obligatoryjnej edukacji zdrowotnej, która pod pozorem zdrowia będzie wprowadzała takie elementy jak LGBT, jak przymusy do różnych działań prozdrowotnych zamiast nieobowiązkowego do tej pory przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie"
- oceniła.
Zgodnie z rozporządzeniem MEN od kwietnia nauczyciel w klasach I–III szkoły podstawowej ma nie zadawać prac domowych praktyczno-technicznych i pisemnych, z wyłączeniem ćwiczeń usprawniających motorykę małą (czynności wykonywane dłońmi). Wykonanie tych ćwiczeń będzie obowiązkowe i nauczyciel będzie mógł wystawić za nie ocenę.
Z kolei w klasach IV–VIII szkoły podstawowej nauczyciel będzie mógł zadać uczniowi pisemną lub praktyczno-techniczną pracę domową, ale nie będzie ona obowiązkowa i nie będzie za nią wystawiana ocena. Nauczyciel ma natomiast przekazać uczniowi informację, co zrobił dobrze, a co wymaga poprawy i jak powinien się dalej uczyć.