Rząd Koalicji 13 Grudnia próbuje uciec do przodu, wykorzystując głośny skandal zza oceanu. We wtorek premier Donald Tusk zapowiedział utworzenie zespołu, który ma prześwietlić powiązania polskich elit z siatką Jeffreya Epsteina. Decyzja ta ma związek z ujawnieniem przez amerykańskie ministerstwo sprawiedliwości około 3 milionów stron dokumentów.
Szefem tego gremium został minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek.
– Musimy poznać, jak głęboko afera Epsteina wkraczała w Polskę – grzmiał Żurek na briefingu, zapowiadając, że chce wiedzieć, „jakie osoby mogły potencjalnie brać udział w tym procederze, czy były do niego werbowane również Polki i czy były to osoby pełnoletnie”.
Te słowa brzmią jednak wyjątkowo nieszczerze w ustach szefa resortu, w którym kluczową funkcję wiceministra pełni Dariusz Mazur.
Sędzia od „rzetelności” wobec gwiazdora
Cofnijmy się do roku 2015. To właśnie sędzia Dariusz Mazur, orzekając w Sądzie Okręgowym w Krakowie, zdecydował, że znany reżyser Roman Polański nie zostanie wydany Stanom Zjednoczonym, gdzie ścigano go za gwałt na nieletniej.
Mazur uzasadniał wówczas swoją decyzję w sposób, który do dziś budzi zdumienie. Zamiast skupić się na krzywdzie ofiary – 13-letniej dziewczynki – sędzia Mazur pochylał się nad rzekomym naruszeniem procedur przez amerykańskich prokuratorów.
– Z punktu widzenia rzetelnego sędziego, to nie była sprawa pomiędzy gwiazdą kina, a mocarstwem, jakim są Stany Zjednoczone. To była sprawa o pryncypia: czy organ państwa może naruszać ugodę, jaką zawarł z oskarżonym, gdzie w wyniku tej ugody oskarżony przyznał się do winy i zrezygnował z szeregu swoich uprawnień?
– pytał retorycznie Mazur.
Dla sędziego, który dziś współkieruje polskim wymiarem sprawiedliwości, ważniejszy od osądzenia pedofilii był komfort oskarżonego celebryty. Mazur stwierdził wprost: „Dla mnie to niewyobrażalne”, by państwo mogło wycofać się z ugody. Co więcej, sędzia zdawał się być pod wrażeniem oskarżonego.
Wspominał, że Polański był „jedną z bardziej rzeczowo zeznających osób, jakie w życiu widziałem”.
Podwójne standardy ekipy Tuska
Dziś przełożony Dariusza Mazura, Waldemar Żurek, zapowiada walkę z pedofilią i „działania analityczne” w sprawie Epsteina. Zapewnia, że „być może utworzony zostanie realny zespół śledczy”, a Polska będzie chciała „mieć dostęp do wszystkich pełnych informacji” ze strony USA.
Powstaje jednak zasadnicze pytanie o wiarygodność tych działań. Jak prokuratura kierowana przez Żurka i Mazura ma skutecznie współpracować z Amerykanami przy ściganiu przestępców seksualnych z wyższych sfer, skoro ten drugi wsławił się zablokowaniem ekstradycji jednego z nich? Wówczas Mazur argumentował, że ekstradycja Polańskiego nie mieści się w „jakichkolwiek kategoriach praworządnego postępowania”. Czy teraz, gdy sprawa dotyczy Epsteina i potencjalnie ludzi związanych z obecną władzą lub jej sojusznikami, standardy będą inne?
Dodajmy, że podczas gdy Donald Tusk zapowiada szukanie pedofilów w Waszyngtonie, polskie służby nie zrobiły nic, by zapobiec ucieczce z Polski jednego z głównych bohaterów największej afery pedofilskiej na Pomorzu.
Marcin Turczyński ps. Turek, były szef niesławnej sopockiej „Zatoki Sztuki”, jest poszukiwany listem gończym. W procesie dotyczącym przestępstw seksualnych wobec nieletnich został skazany na 6 lat więzienia. Mimo wyroku „nie stawił się w zakładzie karnym”.
Szokujące jest, że Turczyński - mający ogromne wpływy i zasoby pieniężne - nie dostał nawet (w przeciwieństwie od emerytki, która miała grozić Jerzemu Owsiakowi!) zakazu opuszczania kraju, i to mimo nieprawomocnego wyroku za czyny pedofilskie.